zamknij

Obraz 1


Gdy Strzelcy się kłócą, Niedźwiedź jest bezpieczny





PORANEK | DZIEŃ | ZMIERZCH | NOC
WIOSNA | LATO | PÓŹNA JESIEŃ | ZIMA
BEZCHMURNIE | ZACHMURZENIE | ŚNIEG| BURZA ŚNIEŻNA

Informacje

Info 1

Razem z Moimi znajomymi prowadzimy bloga grupowego o tematyce nadnaturalne, fantasy, szkolne. Jego nazwa to Nook Of Wolves, serdecznie zapraszamy do zapisów i świetnej zabawy! Cały czas jest prowadzony nabór mimo małej aktywności bloga.

Info 2

© PRAWA AUTORSKIE // copyright

     PL 🇵🇱 Na wypadek, gdyby bez zgody Twoja grafika lub fotografia została użyta na tym blogu, to proszę skontaktuj się ze mną poprzez Facebooka, wtedy zostanie usunięta natychmiastowo.
    EN 🇺🇸 If your graphic or photograph is used on this blog without permission, please contact me via Facebook, and I will delete it immediately.
    Uniwersum bloga Nook of Wolves zostało od podstaw zbudowane oraz spisane przez administrację domeny NookOfWolves.blospot. Bez wyjątku wszystkie treści, włącznie z tekstami zawartymi w Kartach Postaci naszych autorów, objęte są prawem autorskim i zabrania się kopiowania jakichkolwiek elementów zawartych na wymienionym blogu.

Info 3

Aktualny czas w Wałbrzych:
Idźcie śladem mchu...

Plotkara - kody

Asszny, WP.

Witam w moim małym świecie. Nazywam się Wiktoria P. choć można na mnie też mówić Asszny. Jeśli chcesz zobaczyć moje skromne progi, to zapraszam serdecznie. Tu mamy meszek, tam mamy drzewka, a zaraz obok nich znajdziecie moje prace: Opowiadania, Grafiki, czy też zwykłe wpisy o moim życiu!

Prawa Autorskie

"Na podstawie Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631 oświadczam, że wszelkie prawa do publikowanych przeze mnie materiałów należą wyłącznie do mnie i niniejszym nie udzielam zgody na wykorzystywanie moich materiałów do jakichkolwiek celów bez mojej zgody."

Lol

Baocheng x Jelly | Sitheach x Rowena
Fausta x James | Ven x Hana
Atea x NamGi | Nibiru x Gabriele
Cristabel x Aldert | Ekaterina x Jose
Jonas x Sonia | Edith x ..
Crystal x ... | Gideon x ...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FNAF. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FNAF. Pokaż wszystkie posty
    Dalej nie mogłam zrozumieć tego, że po tym wszystkim miałam jeszcze siłę w ogóle używać nóg. W każdym razie zadzwonił do mnie Mike, by poinformować mnie o tym, że Doll będzie żyła z paraliżem nóg i chyba lewej ręki. Patrzyłam zapłakana na Freddiego, siedział koło mnie i mnie przez cały czas pocieszał. Dużo z nim rozmawiałam przez całą noc, o rzeczach ważniejszych i tych mniej, o wszystkim i niczym.
    Chłopak próbował mnie rozśmieszyć, a przez to czasem dławiłam się własnymi łzami i śmiechem. To zdecydowanie nie było w moim stylu, a jednak to się działo.
Kiedyś byłam zupełnie inną osobą, ech... Kiedyś? Nie, to było przed tym, jak zaczęłam pracować w tym miejscu. Poczułam dłoń na ramieniu, więc ocknęłam się z zamyślenia.
Drugą ręką chłopak otarł moje oczy i się uśmiechnął delikatnie, przez co głośno westchnęłam i wymusiłam wręcz uśmiech w jego stronę, chciałam, żeby po prostu było miło. Zarumieniłam się troszkę, na własne myśli, bo jeśli mam być szczera tak, to przy nim dobrze się czułam. Było mi zupełnie obojętne, co się dzieje gdzieś indziej.
Czy ktoś cierpi, czy ktoś się smuci, czy też martwi. Straciłam sporo empatii, podczas tych krótkich miesięcy. Wszystko mnie dobijało, że nawet nie zauważyłam, że tuż koło mnie, jest taką osobą, którą mimo tego wszystkiego... bardzo polubiłam? Tak, właśnie tak.
- Wszystko w porządku? - zapytał się mnie po chwili i przekręcił głowę w bok niczym nic nierozumiejący piesek.
Spuściłam tylko wzrok, by po chwili poczuć jak chłopak mnie do siebie przytula. Zamknęłam oczy, objęłam go słabo, po czym się wtuliłam w jego szyje. Brakowało mi chyba miłości, tulenia i innych takich. Jak byłam mała, to często wchodziłam w kontakty fizyczne z innymi, poprzez przytulanie, całuski i inne takie czułości. Nawet z rodziną, przestałam się witać w tak czuły sposób. Stałam się... pusta od środka. Nic we mnie nie było już, tak naprawdę.
- Wszystko będzie dobrze - wyszeptał tylko i mocniej mnie przycisnął do siebie, oznajmiając mi tym samym, na jak wiele mu właśnie pozwoliłam. Dla mnie może nawet na zbyt wiele, czułam się niezręcznie.
- Dzięki - powiedziałam cicho - Serio, chyba mi już lepiej... - powiedziałam i wyswobodziłam się z jego uścisku, przy czym sama go puściłam.
- Wiesz... no... - zaczęłam, ale nie mogłam się wysłowić - Hmm? - wymruczał pytająco Fazbear. Wstałam, po czym podeszłam do szafy, by wziąc z niej zdjęcie, po czym podałam je chłopakowi.
- Masz, to tak, na pamiątke po naszym dzieciństwie - powiedziałam i odwróciłam wzrok.
Kątem oka jednak obserwowałam jego reakcje. Jego reakcja zbiła mnie z tropu, chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował mnie czoło, ja spaliłam buraka, moje serce dostało świra, jak w filmach, tylko wiecie co? Ja go zepchnęłam z łóżka, a ten spadł na dupę.
Zaczęłam się nerwowo śmiać, po czym wstałam i pobiegłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro i wiecie co? Wyglądałam jak potwór! Ochlapałam twarz zimną wodą, wyłączyłam kran i wyszłam jak gdyby nigdy nic. Freddy się tylko uśmiechnął wesoło z rumieńcem na twarzy jak mnie zobaczył. Uznałam, że to urocze, mój mózg mi się sprzeciwia.
Nagle coś zaczęło dzwonić, okazało się, że to moja komórka, więc podeszłam do niej szybkim korkiem i ją odebrałam - Halo? - odezwałam się cicho z lekką chrypą.
- Hej Emma, tu Soph, chcemy żebyś z nami poszła się napić... Ech z nami, bo jest ze mną Emily - dziewczyna zaczęła bardzo szybko mówić. Spojrzałam na chłopaka.
- Ech, mam gościa, więc zależy kiedy... - powiedziałam i usłyszałam szybko namowę dziewczyn - Może za dwie godziny? Tak poza tym, z kim ty siedzisz? - zapytała się mnie, a ja pozwoliłam sobie nie odpowiadać na jej drugie pytanie.
- Ta, za dwie godziny może być, gdzie się spotykamy? - szybko się zapytałam i odchrząknęłam.
- W barze heavenly hill, do zobaczenia, jak nie przyjdziesz to Cie znajdziemy - powiedziała i się rozłączyła. Odłożyłam komórkę i spojrzałam na chłopaka z przepraszającym spojrzeniem.
- Muszę już iść? - zapytał nagle, na co ja zaczęłam mówić, ze nie, niech nie idzie! Wymachiwałam rękoma... I poczułam się głupio. Chłopak zaczął się głośno ze mnie śmiać, a ja w akcie zemsty, rzuciłam się na niego, jako, że leżał na łóżku.
- A więc... Wygrałam? - zapytałam się go zwycięsko, a ten zrobił tak, ze zaraz byłam pod nim, pokazał mi język, a ja wzięłam poduszkę i go nią walnęłam, by po chwili się zaśmiać.
- Miło mi słyszeć twój śmiech - powiedział nagle, otworzyłam tylko szerzej oczy.
- Nie, nie, nie, złaź ze mnie! - warknęłam nagle, ten szybko zszedł, w końcu nie wiedział co się dzieje. Moje serce znów szybciej zabiło, a tak nie może być.
- Musisz wracać - powiedziałam oschle, a ten miał minę jakby chciał coś powiedzieć, jednak szybko jego mimika zmieniła się na taką... jakbym go zraniła. Maryjko i wszyscy Święci.
- P-przepraszam... J-ja... - zaczęłam się jąkać, a ten wstał, a ja usiadłam.
- Nic się nie stało, w sumie to chyba Cie trochę rozumiem - powiedział i spuścił wzrok. Zrobiło mi się strasznie przykro, zwłaszcza, ze ten się odwrócił do mnie tyłem i ruszył wolnym krokiem w stronę wyjścia. Przełknęłam głośno ślinę i nienawidziłam siebie za to, że zrobiłam, co zrobiłam. Wstałam gwałtownie z łóżka i syknęłam głośno z bólu, tylko po to by zaraz moja noga sama się ugięła, a ja szybko złapałam się szafki, by nie upaść. Wtedy Freddy się odwrócił i szybko do mnie podszedł, po czym złapał mnie tak bym mogła stanąć.
Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił ten miły gest.
- M-może chodźmy się przejść? - zapytałam się go cicho, ten kątem oka spojrzał na mnie.
- jasne, chodźmy! Tak w ogóle, to kto do Ciebie wtedy dzwonił, że za dwie godziny wychodzisz? - zapytał się ciekawski.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - rzuciłam z głupim uśmiechem, stojąc przy drzwiach i szukając kluczy, by je zamknąć.
- A tak serio, to dziewczyny chcą mnie upić, bo wiedzą, ze jest mi źle... - powiedziałam do niego całkiem szczerze.
- Teraz też? - zapytał jakby "obrażony" , na co ja go kujnęłam w bok.
- Teraz nie, myślałam nad tym, żeby zabrać też Ciebie, Chice, Foxiego i Bonniego - powiedziałam krótko, a ten patrzył na mnie z uśmiechem.
- Mów dalej - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- No bo, jak się was wyłączy to wy jesteście duchami, nie? - zapytałam się go.
- No... Tak, a co? -zapytał - A umiecie...E... Przejęć czyjeś ciało? - zapytałam się go.
- Oczywiście, że tak, ale co to ma do rzeczy... ? - zapytał i dostał pstryczka w nos.
- No bo w tym ciele, już za długo nie pobędziesz... Więc... Moglibyście po prostu... - zaczęłam bardzo powoli, nie wiedząc czy zrozumie plan.
- Opętać kogoś i być tym kimś razem z wami? Czemu nie, ciekawa propozycja - dokończył za mnie. Spojrzałam na niego, bo nagle odwrócił głowę w przeciwną stronę.
- Coś się stało? - zapytałam, a ten tylko pokiwał przecząco głową - Czyli pójdziecie z nami? - szybko zmieniłam temat, a ten spojrzał na mnie, jego policzki były czerwone. Zaśmiałam się.
- Co ty sobie już tam wyobrażasz głupku? - zapytałam, a ten nerwowo podrapał się po karku.
- Nic, a nic - powiedział wymijająco, na co ja przewróciłam teatralnie oczami.
- I ta, pójdziemy, myślę, że to będzie całkiem... Spoko? - bardziej zapytał niż stwierdził, a ja go poklepałam dwa razy po plecach. Półtorej godziny spędziliśmy na dojściu do pizzerii, zapytaniu się innych o zdanie i w ogóle, potem ich wyłączyłam, dając tym samym spokój... Fritzowi i Vincentowi na tę noc, następnie ruszyłam do domu przebrać się. W sumie dziwnie się czułam, bo wiedziałam, że oni są koło mnie i się na mnie patrzą, ale ja ich nie widziałam.
Po prostu czułam ich obecność koło siebie. Kiedy byłam już gotowa, wyszłam z domu.
Miałam mimo wszystko złe przeczucia, jednak... Olałam to.
Siemanko, dobry wieczór, dobranoc, czy cokolwiek. A więc, mam takie pytanko, co wolicie: Fnafa, MC, czy coś swojego? Piszcie w komentarzach. Ano, teraz wielkie podziękowania oraz dedyk dla mojej przyjaciółki, bo gdyby nie ona, to nie miałabym teraz nagłówka, ani żadnych jej obrazków. Tak mówię o tobie Gimbo lisiasty! A teraz zapraszam do czytania, życzę miłej lektury, oraz przepraszam za wszystkie błędy.
__________________________________________________________________

Zamykam oczy i wracam do czasów, kiedy w pracy byłam tylko ja i Mike.
    Patrze, na Mike'a, leży bezwładnie nad łóżkiem Doll, patrzy na nią. Ja tylko patrze, trzymając ich córkę na rękach - Miałeś iść dzisiaj do pracy? - zapytałam - Tak - powiedział.
- Pójdę za Ciebie i jak chcesz to znajdę opiekę dla Any - powiedziałam spokojnie, może nawet bez uczuć. Nagle poczułam, jak od ciężaru zaczęła mnie boleć noga, ale musiałam to przetrzymać - Ana, chcesz tu zostać? -zapytał się Mike swojej jedynej córki - Tak, chce - powiedziała prawie od razu, położyłam ją na ziemie - Idziesz ciociu? - zapytała, na co ja się uśmiechnęłam i pogłaskałam ją po głowie - Idę, ale obiecuje Ci, że jeszcze przyjdę -powiedziałam, a ta się uśmiechnęła - A teraz, wspieraj tatę i mamę, ja będę jutro kochanie - powiedziałam - Do widzenia - powiedziałam w zamyśleniu i choć mogło się to wydawać dziwne, wyszłam pośpiesznie. Prawie od razu skierowałam się do pizzerii. Gdy szef mnie zobaczył uśmiechnął się promiennie - Ja... przepraszam - powiedziałam - Nie martw się, tylko więcej razy bez słowa nie odchodź z pracy - powiedział. Zbyt miły, normalny pracownik, już dawno zostal zwolniony, co jest z nim nie tak? - Dzisiaj wezmę zmianę Mike'a bo - przerwał mi - Już słyszałem, przykro mi z powodu jego żony - powiedział, jakby spisując ją na śmierć - Ale ona jeszcze żyje! - powiedziałam - No tak, przepraszam i do widzenia Emmo.... - powiedział, jakby zamyślony i wyszedł, zamykając uprzednio pizzerie. Spojrzałam na zegarek i pobiegłam szybko do pomieszczenia dla stróży, ale... nie dobiegłam tam, bo ktoś mnie ogłuszył. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam nad sobą paszcze lisa, miałam na ciele już parę bolesnych ugryzień.
- Myślałem, że możemy Ci ufać! - krzyknął robot. Nic się nie odezwałam i dostałam po twarzy z haku, przez co z policzka poleciała mi stróżka krwi. Zobaczyłam ciało jakiegoś człowieka w oddali i o mało co nie zwymiotowałam - Jesteście... potworami! - warknęłam, a ten zaczął krzyczeć, jakimś cudem uniknęłam jego ataku i weszłam do szybu wentylacyjnego.
    Otworzyłam szerzej oczy, widząc złotego miśka w wentylacji i napis „To ja” przed moimi oczami. Bez kitu, nie wiem... Chce tym bachorom pomóc, a oni co?
Próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam. Zbyt głośno oddychałam, nawet nie zauważylam, kiedy wyszłam z wentylacji, raniąc się w nogę. Fuknęłam głośno, sama do siebie, bo cholernie mnie bolało. Nie mogłam wstać, czułam się jakbym, była sparaliżowana. Może ja już umieram? Zawsze myślałam, że umrę ze starości. Że założę rodzinę. Kątem oka zauważyłam, że niedaleko ode mnie leży coś na ziemi. O Jezus, Mario i wszyscy Święci! Gwałtownie poderwałam się do siadu na kolanach. Zakryłam buzie, bo miałam odruch wymiotny. Na ziemi leżał cholerny organ ludzki.
Czy to jest do cholery nerka? Przerażenie wzięło górę, a z moich oczu poleciało parę kropelek łez. Miałam już tego dość. Każdy na moim miejscu albo by popełnił samobójstwo, poszedł się leczyć, albo uciekałby z tego miejsca jak najdalej. Zamknęłam oczy, naprawdę nie miałam siły się ruszyć. Czułam się okropnie, nie tylko fizycznie, ale zaczęłam chyba - bardzo prawdopodobnie - łapać paranoje.
Głośno nabrałam powietrza do ust, by po chwili poczuć czyjąś zimną dłoń na moim ramieniu, odwróciłam się w tą stronę i zobaczyłam ludzką wersje Freddiego. Przykucnął przy mnie, po czym przeniósł rękę z ramienia na moją głowę i pogłaskał mnie.
Nie wiedziałam, co tak naprawdę mogło się zaraz stać, więc przestraszona zamknęłam oczy i podkuliłam nogi pod swoją brodę. Było teraz tak cicho, że słyszałam tylko oddech i bicie mojego serca.
- Emma...? Emma, przepraszam za Foxiego... on nie panuje nad sobą czasem, wiesz, prawda? Ale proszę, nie znienawidź nas... już wszystko będzie okej, jasne? - usłyszałam głos brązowowłosego. Nagle dało się też usłyszeć kroki dochodzące z korytarza, strach mnie tak sparaliżował, że nie mogłam w ogóle ruszyć nogami, czy chociażby rękoma. Boje się.
    Przestałam się przejmować krokami dopiero wtedy, gdy poczułam, że chłopak delikatnie bierze mnie na ręce, otworzyłam oczy i spojrzałam prosto w te jego niebieskie. Uśmiechnął się do mnie tylko, po czym szybkim krokiem wyszedł, prawdopodobnie, żebym uniknęła niemiłego spotkania. Nagle w jakimś ciemniejszy zakątku przystanął, bo usłyszał kroki, niedaleko od nas, postawił mnie na ziemie tuż przy ścianie, po czym przylgnął do mnie. Był tak blisko. Patrzyłam w dół, by ukryć swoje przerażenie oraz zszokowanie jego zachowaniem. Nie byłam przyzwyczajona w żaden sposób do takiej bliskości. Nigdy nikomu nie pozwoliłam na takie coś. Dopiero wtedy jak zrobiło się zupełnie cicho - a jedyny dźwięk, jaki słyszałam, to był jego oddech... - odsunął się ode mnie kawałek i wtedy się zachwiałam, ale on mnie złapał. Zacisnęłam zęby - Jestem teraz taka słaba... Jak nigdy. Wytarłam oczy, tą ręką, która mnie mniej bolała, wtedy też Freddy podniósł delikatnie moją głowę do góry i blado się do mnie uśmiechnął - Nie wiem, czy nie potrzebujesz znów iść do szpitala - skomentował, patrząc na moje pokaleczone ciało. Pokiwałam przecząco głową, nie miałam śmiałości, by się odezwać i chłopak to prawdopodobnie zauważył. Przysunęłam się bliżej i się przytuliłam do niego.
    Chłopak objął mnie bardzo ostrożnie i wtulił swoją głowę w moje ramię, musiał się pochylić, co trochę zabawnie wyglądało. Coś tam zaczął cicho mamrotać pod nosem, ale żadnego słowa nie zrozumiałam.
- Ej, czy możesz... to znaczy, czy miałbyś ochotę odprowadzić mnie do domu? - odezwałam się nagle, odsunął się i wciągnął rękę w moją stroną - Jasne że tak - powiedział, a ja złapałam jego dłoń. W pracy był jeszcze ktoś, sama nie wiedziałam kto i nie obchodziło mnie to. Ta pizzeria i tak jest chora. Nagle usłyszałam dźwięk komórki, więc odebrałam - Emma, czy to ty? Wychodzisz? - ten głos... Czekaj, skąd Scott ma mój numer? - Tak, to ja... I właśnie nie wiem, czy mogę, dasz radę nowicjuszu? - zapytałam, a ten prychnął jakby obrażony - Ja bym nie dał? Spokojnie, idź, nikt o niczym się dowie, to zostanie pomiędzy naszą trójką... - powiedział rozbawiony.
- Ta... Dzięki Scott - powiedziałam tylko - Nie ma za co, widzę przecież, że już masz dość tej cholernej roboty. Jak taka śliczna osóbka jak ty mogła się podjąć takiej parszywej roboty to ja nie wiem... - zaczął chyba mówić, bardziej sam do siebie, a ja się zarumieniłam.
- N-nieważne! Ja w takim razie idę, jakby ten koło mnie nie wrócił, to znaczy, że imprezuje, albo jest ze mną - powiedziałam i się rozłączyłam. Ta... Nagle dostałam wiadomość od Scotta "Uważaj na siebie ślicznotko  *^*" Prychnęłam,  a Freddy, gdy zobaczył kątem oka tą wiadomość, przysunął się bliżej. Ta...
    Setki fal obijały się o brzegi plaży, złocisty piasek, piękna pogoda i chłodny wietrzyk.
Zaśmiałam się spokojnie, przypominając sobie to piękne wspomnienie i w końcu powracając do rzeczywistości. Niebieskie oczy, obserwowały mnie, jakbym była jakimś szczurem w laboratorium, jakbym była czymś cennym. Już dawno poszłam od dziewczyn, minęło parę kolejny dni, a ja tutaj się ukryłam. Siedziałam przymulona w domu i pisałam, pisałam o tym jak mijały mi dni w pracy. O tym jak zaprzyjaźniłam się z nowymi pracownikami. Jeremym, Fritzem, Scottem i Vincentem.
Kolejne wspomnienia uderzają i rozwalają moją głowę. Poznałam ich wszystkich, wszyscy są tacy uprzejmi i mili dla mnie, że nie potrafię tego wytrzymać. Każdy z nich zna choć małą cząstkę i historie miejsca w którym pracują, każdy z nich przeżył coś przykrego, a mimo wszystko są szczęśliwi. Każdy z nich, dowiedziałam się, że to w cale nie Vincent numer jeden zabił dzieci. To nie on, a mimo wszystko zginął. Zginął, bo chciał zniszczyć animatroniki.  Chciał, by wszyscy byli bezpieczni w tej cholernej pizzerii. Kto zabił dzieci? Dlaczego nie chce mi powiedzieć?  Złapałam się za głowę - to wszystko jest takie niesprawiedliwe. Moja rodzina zauważyła to jak bardzo się zmieniłam. Zaczęli mówić między sobą "Musi odejść z tej pracy!, "Tą ją niszczy.", nie chce odchodzić. Pamiętam każdy kolor oczu z tej pizzerii. Pamiętam te dzieci, zasłoniłam oczy i upuściłam długopis przy tym. Już od jakiś dziesięciu minut słyszę uporczywe pukanie do drzwi, a ja w tej chwili pragnę tylko spokoju - Proszę odejdź Doll - powiedziałam tylko to - Otwórz nam! Co się dzieje, dlaczego nas olewasz wszystkich!? - Krzyczała zza drzwi kolejna znana mi dziewczyna - Emily. Słyszałam również płacz, czy to źle, że nie chce ich tutaj tak bardzo?
- Proszę odejdźcie - coraz bardziej mój głos się załamywał - Zaraz wyważę Ci te drzwi! - Scott.
     Próbują mnie wyciągnąć z domu już drugi dzień. Nie udaje im się. Przez te parę dni, nie robiłam nic innego prócz pisania. Jestem tak zmęczona, chce zobaczyć się z tymi miśkami, ale nie mogę bo serce mi pęka na samą myśl o tym co przeżyli. 
- Emma...? Czy mogę wejść...? - ten zapłakany cieniutki głos mnie zabił od środka. Wstałam od biurka i podeszłam do swoich drzwi wejściowych i z drżącymi rękami otworzyłam drzwi.
Od razu poczułam że dwie osoby się na mnie rzucają. Fioletowe i niebieskie oczy, takie zaszklone i smutne. Słysze szum morza... Morze jest tak blisko, a może mi już odbija? Jestem na granicy swojej własnej psychiki? - Emma, proszę, nie zamykaj się tak sama nigdy więcej - wydukała Chica. Jej imię jest takie fajne... Chica, ole! Ach, nie ma to jak myśleć o takich głupotach - Emma...? Ona w ogóle kontaktuje, ona wie co się dzieje? Jezus Maria... - powiedziała spanikowana Soph, a Doll I Scott tylko patrzyli na mnie - Słysze was - powiedziałam spokojnie i odsunęłam je od siebie na bezpieczną odległość.
- Czemu... Czemu się zamknęłaś? Martwiliśmy się o Ciebie, niektórzy z nas aż za bardzo... Ta... - powiedziała niepewnie - Co? Co się stało? - zapytałam się jej, a ta tylko wykrzywiła twarz w grymasie. Szybko poszłam obmyć twarz i się umyć, przebrałam się w czyste ciuchy, uczesałam i wymyłam zęby i znów wyglądałam jak ja - Chodźmy - powiedziałam biorąc najpotrzebniejsze rzeczy do torby, wyszliśmy, ja zamknęłam dom i ruszyliśmy do pizzerii.
Aktualnie pizzeria była otwarta, bo jest czternasta dwadzieścia trzy. Wbiegłam jak szalona do lokalu i zaczęłam się rozglądać. Gdzie są...? Czemu tutaj jest tylko Bonnie, Freddy i Foxy? Chica jest z nami... Ale... Toysy? Spojrzałam pytająco na Chicę, a ta spuściła wzrok.
- Porozwozili ich do innych lokacji - powiedziała tylko. Poczułam się tak jakby zabrano dużą część mnie - Och... Rozumiem - powiedziałam - Emma, teraz przyjamniej będziesz miała więcej roboty! - powiedział jakże pocieszająco Scott. Kątem oka zauważyłam jak Vinc obserwował nas i się uśmiechał. Kiwnęłam mu głową na przywitanie. Wszystkie dzieci teraz były na przedstawieniu u Foxiego, uśmiechnęłam się delikatnie. Czułam że ktoś się na mnie patrzył, zauważyłam że Freddy i Bonnie zniknął, więc poszłam za kulisy niezauważalnie.
   I wtedy wszyscy za mną, spojrzałam na nich z miną mówiącą coś typu "Weźcie idźcie sobie z kimś romansować, a nie!" - Ech... Czy moglibyście nas zostawić samych? Chica, ty możesz zostać... Ty powinnaś zostać... - powiedziałam, a oni pokiwali głowami i poszli się zająć sobą.
    Głośno przełknęłam ślinę - Bo ja... Chciałam wam powiedzieć... Że to nie Spring was zabił - powiedziałam cicho, oni mieli takie twarze, że nie mogłam tego opisać - Ale, jak to nie on? - zapytał się mnie Bonnie - To kto? - zapytała się blondynka o fioletowych oczach.
- Nie mam pojęcia... Chciałam po prostu żebyście wiedzieli... - powiedziałam i nagle poczułam uścisk, to był Freddy, który właśnie się we mnie wtulał.
- Emma, jesteś najukochańszą osoba jaką poznałem w swoim życiu - powiedział tak poważnie, że aż mnie to rozbawiło - Tylko mi się nie oświadcz - powiedziałam i położyłam dłoń na jego włosach - Powiedzcie to też Foxiemu - powiedziałam - Ty mu nie powiesz? - zapytała się mnie Chica - Nie mogę, bo potem nie będę mogła się z wami rozstać - powiedziałam, a Freddy gwałtownie się odsunął - Czekaj, co? - zapytali się mnie zdezorientowani - Zamierzam was wszystkich uwolnić z tych kostiumów - powiedziałam.
- ... - Cisza, patrzyli na mnie, ja spuściłam głowę - Nie możesz tego zrobić... Żartujesz, prawda? - zapytał się mnie Bonnie - Nie żartuje... - powiedziałam - Wiem kto dał wam takie życie i wiem kto też może je zakończyć, tak że będziecie mogli odejść w spokoju - powiedziałam cicho.
- Nie możesz tego zrobić... - powiedział Freddy. Widziałam w ich oczach przerażenie, a w moich widniała pewnie determinacja - nawet jeśli musiałabym spłonąć żywcem, to zrobię to, ponieważ uważam, że to jest to co powinnam zrobić, żebyście w końcu mogli odejść - patrzyli na mnie - A jeśli... A jeśli chcemy zostać? - zapytała mnie Chica smutno i spuściła głowę - Kobieto, czy ty żartujesz? - zapytałam się jej, a głos mi się teraz załamywał - Nie chce tego mówić, ale wy wszyscy tak naprawdę jesteście już martwi - zraniłam ich. Tak bardzo ich ranie, że aż sama czuje ten ból. Przeszywa moje serce, ono i tak przestaje powoli bić.
Patrzyłam jak blondynce z oczu zaczęły płynąć łzy, Bonnie już chciał mnie zaatakować, a Freddy tylko patrzył. Obserwował mnie, tymi błękitnymi oczami. Już je widziałam. Widziałam te oczy już kiedyś - Nie patrz się tak na mnie, błagam Ciebie... - powiedziałam.
- Nie mogę znieść myśli, że jak odejdę to już was wszystkich nie zobaczę, zwłaszcza Ciebie  - powiedział, a poczułam jak cały mój plan szlag trafił. Oczy zalały się morzem łez, a ja już wiedziałam, że nie dam rady tego zrobić. Nie dam rady zabrać im ich życia. Dlaczego oni chcą tu zostać? Ja na ich miejscu nie mogłabym.
- Pozwól nam... Jeszcze tylko trochę.. skorzystać z tego życie - powiedziała Chica, a oni na nią spojrzeli i wtedy przyszedł Foxy. Nie mogłam dłużej tutaj siedzieć i wybiegłam. Wszyscy na mnie patrzyli, ale ja nie mogłam znieść ich wzroku. "Jeszcze tylko trochę" - te słowa odbijały się w mojej głowie niczym echo, rozchodzące się pośród wysokich gór.  Nagle zauważyłam po drugiej stronie ulicy, znaną mi osóbkę to była Doll, uśmiechnęłam się blado do niej, a ta... Pobiegła przez jezdnie... Było czerwone światło... jej córka stała i krzyczała. Tir... Boże, upadłam na ziemie widząc to zdarzenie, jednak po chwili wstałam i podbiegłam do ciała Doll.
- DOLL!!! DOLL!!! Matko Boska! Doll! - zaczęłam rozpaczliwie krzyczeć, jej córka również podbiegła, ja szybko wzięłam ją i przytuliłam i zasłoniłam dłonią oczy - Jezus Maria kochanie nie patrz na to, nie patrz... - powiedziałam czując jej łzy i słysząc jej krzyki. To dziecko ma dopiero sześć lat. Boże... Po niedługim czasie przyjechała karetka... Nawet nie zauważyłam jak wszyscy ludzie się teraz gapili, a ja z pustym już wzrokiem wpatrywałam się w małą, zapłakaną Anastasie. To się nie dzieje na prawdę. To się nie dzieje naprawdę. To nie możne się dziać naprawdę - zaczęłam paranoicznie sobie wmawiać te słowa.
    Mimo wszystko ja wiedziałam co się właśnie stało, wzięłam małą na ręce,  pierwsze co zrobiłam, to zapytałam czy mogę jechać razem z nimi. Pozwolili mi, ze względu na to, że nie było tutaj Mike'a i była tutaj sama jego córka. Potem gdy już jechaliśmy zadzwoniłam do Mike'a. Ale dlaczego to się stało? Czy to karma za to co chce zrobić? Nie chce żeby wszyscy odchodzili, ale tak trzeba. Doll, przepraszam. Naprawdę nie chciałam tego. Czy ty kiedykolwiek mi wybaczysz?



Sory za błędy i wszystko i za to ze tak długo nie bylo, ale wyjechałam gdzieś... Potem wrociłam... potem znów pojechałam... i wróciłam ;-; Mogłam też trochę się pogubić we wlasnej fabule także ten ;C Za błędy fabularne tez soreczka następny będzie bardziej ogarnięty :C I w ogóle sory ze takie krótkie XD PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKO ;_;

    Kiedy byłam przed budynkiem, wyjęłam komórkę i wybrałam numer pod nazwą "Emil <3" i kliknęlam słuchawkę na ekranie, by zadzwonić do przyjaciółki. Nie słysze sygnału... A nie, jest oki. Piiip... Pipp.. Co ja robię ze swoim życiem? Pipam w myślach, jestem naprawdę niedojebana jakaś.
- Halo? - usłyszałam delikatny głos dochodzący z głośnika - Wyłaź ze swojego wiecznego domu, znalazłam Ci pracę - powiedziałam - O nie, nie, nie , nie! Ja nie będe pranowac jako nocny stróż w tej opętanej pizzeri! - powiedziała - Spoko ty będziesz tam kelnerką - powiedziałam, a ta głośno westchnęła - kelnerką? No dobra kelnerką moge być - powiedziała - W każdym razie, zaraz będę czekaj na mnie - powiedziała i się rozłączyła.
    Westchnęłam cięzko i schowałam komórkę do swojej torby.
I to dziwne uczucie jakby ktoś mnie obserwował, rozglądnęłam się i zobaczyłam jakieś dwa cienie... I nikogo tam nie było. Może ja mam halucynacje już z przemęczenia? Przetarłam oczy, ale cienie z uszkami dalej tam  były. Powieka chyba zaczęła mi drgać.
Pokiwałam głową dwa razy i zaczęłam ignorować wszystko co mnie denerwowało.
    A kiedy poczułam dotyk na ramieniu gwałtownie się odwróciłam w tamtą stronę.
- Jezu, kobieto, ty się wykończysz przez ta prace! - powiedziała ze zmartwionym spojrzeniem - Ech... Nie, nie jest aż tak źle - powiedziałam - Pójdziemy jeszcze po Soph, okej? - zapytałam na co ta pokiwała twierdząco głową - Wiesz co? Musze Ci powiedzieć, że ostatnio poznałam na tańcach takiego ładnego blondyna! Kręcone włosy, szare oczy, zarost... Ach, Ech..  Tylko nie chciał się przedstawić imieniem... - mówiła taka zauroczona tym panem, ale końcówkę zaczęła już mówić jakoś tak inaczej.
- A jak Ci się przedstawił? - zapytałam ciekawa, idąc powoli... A raczej na tyle szybko, na ile było mnie stać. 
- Powiedział żeby nazywać go Goldy lub Yello - Znów powieka zaczęła mi drgać - dziwak jakiś pewnie, lepiej się z nim nie zadawaj - powiedziałam, na co ta na mnie spojrzała ze zdziwionym spojrzeniem - Wszystko w porządku Emma? - zapytała się mnie.
- Nic nie jest w porządku, wszystko kojarzy mi się z tymi popierdoleńcami! Jak ma być w porządku? - chyba warczałam... - Ech kochana! Może zadzwońmy do Soph i chodźmy do spa! To Ci się przyda - chwila, co... - Jakie spa? Co ja jestem. Lakla barbie żeby ktoś mi robił jakieś dziwne rzeczy? - Nie marudź! - powiedziała wesoło - Ja stawiam! - krzyknęła radośnie .

 * Tymczasem w pizzeri *
- Chyba ocipiałeś debilu! - krzyknęła podenerwowana złoto oka - No dlaczego nie?! - krzyknął czarno włosy z wkurzoną już miną, a temu wszystkiemu przyglądał się tylko golden.
Nagle Mangle obojga uderzyła z pięści.
- Chora jesteś głupia babo!? - krzyknęli zsynchronizowani - Nie! po prostu wybijam wam ten pomysl z glowy! Zostawcie ich w spokoju! - warknęła.
- To że was zabito, nie znaczy, że wy musicie zabijać pojebańcy! - warknęła i nagle przyszedł Freddy, zdenerwowany już - O co chodzi? Czemu się kłócicie? - zapytał. Umilkli...
- Nic, po prostu mamy ochotę pomęczyć i pomęczyć tych nowych i starych ~ - usłyszawszy to prychnął głośno - I tak sprawiliśmy już dużo problemów, nawet jeśli nie chcieliśmy, a teraz chcecie to zrobić umyślnie? Jesteście debilami - powiedział i poszedł. Jakby nic się nie stało.
    Mangle warknęła po czym wskoczyła na sufit i zaczęła iść po nim jak najdalej od nich.
Shadow i Goldie popatrzyli na siebie - Tak właściwie, to gdzie Foxy? - zapytał Goldie.
- Chyba nie mówicie  o mnie? - te słowa wypowiedział chrypowaty głos.
- Ta mówimy o tobie idioto, gdzie ty znów byłeś, wiesz że w dzień nie możemy wychodzić? - zapytał Golden - Idioto? Odezwał się ten, który jest najwspanialszy - skomentował tylko Foxy i prychnął. Oczywiście Goldy się obraził.
- Kurwa, wracaj! Ty to zacząłeś...! - krzyknął za nim zrezygnowany Foxy. Shadow podszedł do niego, klepnął go po plecach i zniknął, pozostawiając lisa samego sobie.
- Jak ja nienawidze tego miejsca - powiedział złoto oki chłopak do siebie. 

* Wracamy do Emmy bulbul*

W końcu spotkalismy się przed tym cholernym salonem z Soph, uśmiechnęłam się na jej widok - Cześć laski! - krzyknęła radośnie - To ruszajmy!- powiedziała Emily i mnie dosłownie wepchały siłą, bo sama nie chciałam tam wejść. Pokupywały nam jakieś pakiety.
Najpierw jakieś masaże, potem jakiś inne gówna. Ja je chyba zajebie przy najbliższej okazji.
Ta, przykryto nas jakims czyms i polożyli nas na brzuchu i jacyś goście przyszli nam robić masaż, oczywiście ja chciałam kobiete i na moje wręcz żądanie  była kobieta - jak się okazało - tylko dwa lata starsza od nas i bardzo miła.  To było dzwine, jak dla mnie, ponieważ ja zazwyczaj nie lubiłam takich rzeczy, a tutaj na takie coś mnie zaprowadziły. Przez pewnien czas nie pamiętałam o tej cholernej pracy i głupich robotach.   Rozmawiałam, tak po prostu z dziewczynami, jakbym nigdy tam nie pracowała.
Siemanko, mam nadzieje ze jeszcze ktoś tutaj zagląda od czasu do czasu.
A więc przechodząc do rzeczy, nowy rozdział powinien być za około tydzień, może krócej ;3
Chciałam przeprosić za to ze tak długo go nie ma i w ogóle, to wszystko przez to że najpierw byłam chora, teraz nie mam weny i na dodatek muszę szybko poprawić oceny w szkole bo będzie źle :3
Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam Wiktoria ;3
Siemanko, tutaj nowy rozdział i przy okazji zareklamuje tutaj swojego trzeciego bloga, którego zamierzam reaktywować, ogółem przepraszam za wszystkie błędy i za to że takie krótkie ;3
http://gfmst.blogspot.com/ opowiadanie o tematyce galactik football XD
DEDYK DLA GIMBY FOXIEGOO <3


      Mój wzrok utkwił w pustym już talerzu, a ja sama poczęłam myśleć nad swoim życiem.
- Emma? - gdy usłyszałam głos Chici spojrzałam na nią, była animatronikiem.
       Ale kiedy ona...? Dobra, nie ważne, to ze mną jest coś nie tak. Wstałam, uśmiechnęłam się delikatnie do siebie, po czym podlazłam do Bonniego i się do niego przytuliłam. Ten oczywiście takie zdziwko, wszyscy wokół zdziwko, ktoś w ogóle wszedł, ale nie chciałam patrzeć kto to. Jakoś mi się nie chciało. Boniacz tak stoi, patrzy na mnie z dziwna miną i nie wie, o co się rozchodzi i nagle czuje, że ktoś mnie łapie w pasie. Takie "wut?". Odwracam się, a tam Freddy.
- Cześć Freddy - powiedziałam tylko i puściłam króliczka wielkanocnego.
- Cześć - powiedział i mnie puścił, spojrzał nagle na Springa, chwile na niego patrzył, na co ja szybko zareagowałam i złapałam miśka za łapkę.
- Spróbuj tylko - powiedziałam ze złością w oczach, patrząc jednocześnie prosto w jego czarne, a jednak z łzami w kącikach oczy.
- Ale... Ale on... - zaczął - Kolejny! - warknęłam i pociągnęłam brązowego w swoją stronę, niestety tylko trochę, bo jako animatronik jest trochę, bardzo ciężki. Cholera.
- No dzieciaczki won na swoje miejsca, ja muszę nagrać wiadomość! Znaczy, Spring może zostać, bo o nim jeszcze nikt nic nie wie! - powiedziałam, na co trójka prychnęła niezadowolona i poszli chcąc nie chcąc, oczywiście gdy tylko poszli, ja głośno westchnęłam i w końcu mnie zaprowadzono do tego telefonu, z którego korzystał 'telefon' fioletowego.
Nie wiem czemu, ale nie chciałam dotykać tego dość wiekowego telefonu, ale jednak to zrobiłam, wykręciłam i zaczęłam - Eeee... Hej... Chciałabym was pokierować i wtajemniczyć [...] - zaczęłam mówić i zajęło mi to aż do północy, gadałam chyba z trzy godziny co i jak
- No, mam nadzieję że sobie poradzicie... - i skończyłam nagranie. Westchnęłam i spojrzałam na znudzonego Springa - Nie powiedziałaś im o czymś... hehe - powiedział melodyjnie.
- Jak to nie... Przecież o niczym nie zapomniałam - mówiłam przekonana, że mam rację.
- Zapomniałaś, a ja Ci nie powiem co! Będzie zabawnie! - powiedział. Otworzyłam usta jakbym chciała coś powiedzieć, jednak nic nie powiedziałam i je spowrotem zamknęłam.
Wredny! - pomyślałam tylko i pomyślałam, że może lepiej stąd pójdę. Bo w końcu... Jeszcze drugą nogę będą mi przyszywać, a ta mnie już wystarczająco boli i dobija.
- Wiesz co Spring... Ja już... pójdę... - mówiłam niepewnie. Odwrociłam się w jego stronę i o malo co się nie zsikałam... Czarne oczy wpatrywały się we mnie, a jego głowa zaczęła się telepać strasznie nerwowo w ta i we wtą... 

    Ta. Zaczęłam iść jak gdyby nigdy nic, po prostu miałam to gdzieś. Nawet nie miałam siły by iść szybciej.
- Och, kochaniutki, czy ty też nie możesz nad sobą panować? - zapytałam go na głos by po chwili syłszeć za sobą donośne kroki, zbliżające się do mnie. Zaśmialam się nerwowo sama do siebie i trzymałam się ściany bo noga zaczęła mnie strasznie boleć i to w takiej chwili!
Wtem usłyszałam jakby coś biegło odwróciłam się,a ten po prostu zaszarżował na mnie!
Otworzyłam szerzej oczy z przerażenia i zaczęłam głośno piszczeć zdradzając tym samaym swoją pozycję. Zaczęłam uciekać i drzeć mordę, bo to ja i ja mam różne humorki!
I kolejny bieg - nie no proszę was! - Pomyślałam sobie spanikowana biegnąc i kulejąc jednocześnie. Odwróciłam się bo usłyszałam jakiś huk, to był Foxy który zaczął atakować Springa. Przeraziłam się na ten widok, Foxy spojrzał na mnie i powiedział tym swoim fałszywym głosem pirata - Ucieka-a-aj  k-k-kobieto - i tak jak powiedział tak zrobiłam, nie miałam zamiaru dłużej stać tam jak głupia i narażać się na stratę życia! Nagle usłyszałam ludzkie kroki co mnie trochę mniej zmartwiło i przeraziło. Zaczęłam głośno dyszeć i się schowałam. Był to jeden z tych nowych. Uśmiechał się strasznie sam do siebie i nagle spojrzał w moją stronę jakby mnie widział. Miał dośc długie fioletowe włosy spięte w kucyk.
     Trochę ciemniejsza karnację skóry i... specyficzne oczy. Nie potrafie tego opisać, wygląda jakby był ślepy. Może to soczewki.
Dobra nieważne, kiedy poszedł dalej ja wyszłam z ukrycia i gdy już chciałam wybiec z pizzeri poczułam że ktoś mnie łapie za rękę, a gdy się odwróciłam zobaczyłam tego drugiego.
- Hehe... ~ Cześć? - powiedziałam tylko - Kim jesteś?! - warknąl z jednej strony jakiś taki wystarszony, a z drugiej strony bardzo pewny siebie. Westchnęłam i pokazałam mu swój identyfikator, na co ten westchnął tylko.
- Co tutaj robisz pani... Emmo? - zapytał jakoś tak dziwnie, zaśmiałam się.
- Nie musisz do mnie mówić per pani, możesz po prostu Emma...? - chciałam powiedzieć jego imię, no ale nie wiedziałam....
- Jeremy - powiedział z uśmiechem i podał mi dłoń, uścisnęłam ją i postanowiłam mu odpowiedzieć.
- No byłam nagrać wiadomośc dla was, a potem te animatroniki... i jakoś tak... - powiedziałam, a ten pokiwał głową - No to w takim razie idź... Tylko nie boisz się tak sama o tej porze? - zapytał się mnie na co ja się zaśmiałam.
- Nie, raczej nie, a teraz wracaj, może twój kolega już wrócił i się martwi - powiedziałam, na co ten się zdziwił...
- U nas siedzi jeszcze jeden, więc nie musze tak szybko wracać.... - Co? Trzech? Chyba źle słuchałam.
- Hahaha ~ Nie wazne ja juz pójdę, do zobaczenia Jeremy! - powiedziałam i wręcz wybiegłam stamtąd jak najszybciej. Nie mogłam dłużej wytrzymać. Mogłam w końcu odetchnąć. Uspokoiłam się tym samym. Jednak miałam wrażenie, że stanie się coś złego... Nie! Nie chce tam wracać! Wale to! - i tak jak pomyślałam tak tez zrobiłam  i pobiegłam zaszyć się w domu.
Znów dedyk dla Ayane bo ona mi zawsze dupę truje ;') Love soł macz gerl <3 XD



 Ósmy Rozdział :3

      Spędzić tyle czasu z kimś, kogo się nie zna. Bezcenne, nie odbierać telefonu od przyjaciół.
Ta, może jestem dziwna, ale jakoś rozmawianie z PG mnie wciągnęło. Czemu PG?Ponieważ dowiedziałam się, że gdy tutaj pracował to miał fioletowy uniform i jakoś tak mi pod pasowało Purple guy. Ta... I tak w ogóle to przez tę noc i dzień w tej piwnicy zdążyłam naprawić ten kostium. Masakryczne? Możliwe. Na szczęście żadne kable nie były uszkodzone, więc było szybciej. Teraz wyglądał nadzwyczaj uroczo ten królik! Odnowiony, w końcu wyszłam z nim z piwnicy i akurat spotkałam szefa, a ten patrzał na mnie, to na animatrona zdziwiony, a potem się uśmiechnął.
- Strasznie się starasz - powiedział nagle, na co ja się uśmiechnęłam - Czy ja wiem? To po prostu moja praca - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Dzisiaj do pracy przychodza Ci nowi... - zaczął powoli - I chciałbym, żebyś nagrała im wiadomość co i jak, dobrze? - zapytał się, a ja pokiwałam głową
- Wiesz co? SpringTrap wygląda prawie jak kiedyś! - powiedział wesoło, na co ja się zdziwiłam.
- Jak kiedyś? A czego mu brakuje? - zapytałam się zdziwiona, a ten powiedział, żebym za nim poszła, więc spojrzałam za królika, pchnęłam go, żeby mechanizm ruszył i poszliśmy za szefem.
        I kiedy on zaczął szperać w magazynie, chciałam zobaczyć, co on tam wyciąga, ale ten mnie uprzedził i podał mi czerwono-białe bandżi, guziki i czerwoną muszkę. Uśmiechnęłam się.

~***~

- To idę mu to doczepić jakoś - powiedziałam z uśmiechem, a ten zatrzymał mnie jeszcze na chwilę - Tak? - zapytałam, ten odkaszlnął - Mam jeszcze jedną prośbę... Czy jakieś twoje koleżanki nie szukają pracy? - zdziwiłam się, po co mu tyle osób - No jakieś na pewno, a co się stało? Znów animatrony wariują? - zapytałam, a ten pokręcił przecząco głową i pokazał mi pozwolenie na ponowne otwarcie lokalu - Serio? - zapytałam się - No naprawdę! - zawołał wesoło - Jak się udało panu ich przekonać? - zapytałam, a ten się zaśmiał i wskazał na portfel, a ja się dźwięcznie zaśmiałam - A kto bogatemu zabroni? - zapytał się mnie.
- Haha, no nikt! Co racja to racja, jak ma się kasę, to można szaleć - powiedziałam wesoło.
- To jak popytasz jakieś swoje koleżanki? - zapytał, na co ja pokiwałam twierdząco głową, ten uśmiechnął się jeszcze szeroko - To ja go zabieram i idziemy się przygotować, prawda Spring? - zapytałam się, a ten na swoje imię zareagował mówiąc „Tak, to ja!” Ochh. Ale zniekształcony głos...
      Hmmm to też naprawię, ale to już kiedy indziej... Muszę... Co ja. Przecież wcale nie muszę...
Ale nie, dobra - zaczęłam sama do siebie gadać w myślach, po czym polazłam po swoje narzędzie i wróciłam do PG'a.
- Jakby co, możesz juz mówić normalnie, szefu wyszedł - powiedziałam do niego.
- Ech... Tęsknie za moim „telefonem” - powiedział smutno....
- Telefonem? - zapytałam się zdziwiona, o co mu chodziło.
- Mój przyjaciel, jak moja żona mnie zostawiła, to on mnie cały czas pocieszał... - powiedział smutno. A, wiem, o co mu chodzi!
- Chodzi ci o gościa od wiadomości? - zapytałam, a ten pokiwał twierdząco głową.
- Czy on też...? - zapytałam, a ten pokręcił przecząco głową - A, rozumiem... - powiedziałam tylko, po czym wzięłam się do roboty.
          Najpierw związałam mu wokół szyi muszkę, bo to było najprostsze zadanie, drugą rzeczą, jaką zrobiłam to doczepienie czarnych guzików i przefarbowanie niektórych plam na sztucznym, ale miękkim futrze. Dopiero potem Jakoś przymocowałam mu tą gitarę do ręki, tak ogółem to zajęło mi to około półtorej (lub może trochę dłużej) godziny.
- Gotowy - powiedziałam do niego, ale ten był cicho - Nie podoba Ci się? - zapytałam.
- Wiesz, jakoś się nie przyzwyczaiłem do tego ciała - Zaśmiałam się, a ten spojrzał na mnie zdziwiony - Te dzieciaki pewnie też nie! W sumie to już nie dzieci... Są w moim wieku lub starsze! - powiedziałam rozbawiona, a tamten wydał z siebie cichy rechot.
- Myślisz, że mi wybaczą? - zapytał się mnie, a moje oczy zabłyszczały.
- Myślę, że tak - powiedziałam krótko i na temat, zgodnie z tym, co myślę.
- Więc chyba nie masz co się martwić, bo nawet jeśli Ci nie wybaczą to nic takiego się nie stanie - dodałam po dłuższej chwili.
- Chwila... Ty też w nocy zmieniać możesz się w człowieka? - zapytałam się ciekawa.
        Ten uśmiechnął się tylko tejemniczo - Może tak, może nie - powiedział tylko, na co ja prychnęłam, tylko by potem się zaśmiać.
- Jest tu gdzieś pomieszczenie, w którym mogłabym nagrać tę wiadomość? - zapytałam się Springa i wtedy on ruszył, a ja za nim.

 ~***~

      Dlaczego akurat kuchnia? - zapytałam w myślach samą siebie, by dopiero wtedy ujrzałam Bonniego i  Chice. Uuu, co oni tutaj... razem? Dobra, co ja myślę!? Gdy tylko Bonnie się odwrócił rozpoczęło się piekło. Zasłoniłam sobie oczy, by po chwili jednak je otworzyć.
Dopiero co go naprawiłam!! - pomyślałam nagle - Ach te błahostki!
- Bonnie spróbuj go tylko rozpierniczyć to ja Ciebie rozpierniczę! - krzyknęłam i ten się uspokoił.
- Ale on... Ale... - zaczął, a ja zrobiłam minę jakbym co najmniej go teraz nienawidziła, Chica zaczęła ryczeć - Nie rycz i nie ale, ale on naprawdę żałuje, czy wy tego nie widzicie? - zapytałam zdenerwowana, może trochę uniosłam głos... zapominając że tak naprawdę oni nigdy nie dorośli i to dzieci.
     Przęłknęłam głośno ślinę, po czym Bonnie podlazł do mnie z zamiarem jakby chciał mnie co najmniej zabić, więc zaczęłam się po prostu wycofywać - Spróbuj tylko - powiedziałam.
Spring nagle stanął przede mną, uśmiechnęłam się.
- Przepraszam naprawdę - powiedział tylko... A Chica się uśmiechnęła. Straciłam przytomność.
Kiedy otworzyłam oczy zauważyłam nad sobą takiego czarnego duszka... Gwałtownie się podniosłam.
- Cześć Emma! - powiedział do mnie ten... Czekaj... marionetka?
- Hej... puppet? - zapytałam się, a ona pokiwała wesoło głową - Jesteś bardzo miła, wiesz? - zapytała się mnie - Nie, raczej nie - powiedziałam tylko i spuściłam głowę.
- Przyjaciele na Ciebie czekają! Panienka Dolly i Pan Mike się martwią i twoje koleżanki Emily, Sophie i Kate - zdziwiłam się i to niemało - Skąd ich wszystkich znasz? - zapytałam, a ta się uśmiechnęła - Postanowiłam im napisać za Ciebie kartę że bardzo przepraszasz że Ciebie nie było! Napisałam że się nami opiekujesz! - Eee... Dobra uroczo mi, tak bardzo.
- A co dokładnie im napisałaś? - zapytałam i popacałam ją po jej włosach, które były pół przeźroczyste.  W sumie to zdziwiło mnie że mogę ją dotknąć.
- Eee... napisałam im że...Że.... "Przepraszam przyjaciele, ale musiałam zaopiekować się dzieciakami, ponieważ mnie o to poproszono, spotkamy się kiedy indziej" - powiedziała, na co ja się zaśmialam - Rozumiem, w takim razie dziękuje - powiedziałam do niej, a ta się uśmiechnęła i się do mnei przytuliła. Ciekawe czy ona... też jest w moim wieku... - zaczęłam się nad tym zastanawiać i sama nie wiem kiedy, ale zasnęłam z przemęczenia i wszystkiego.
~***~

        Gdy się obudziłam znów widziałam Chice, Springa i Bonniego.  Chica była w ludzkiej postaci, co by znaczyło że jest już noc. Podbiegła do mnie gdy zobaczyła ze się obudziłam, chyba coś niosła w ręku - Hej, musisz coś jeść! Jesteś strasznie blada! - powiedziała z uśmiechem i podała mi do ręki talerz napchany różnymi fast foodami...
- Gdzie Puppet? - zapytałam, a Chica uniosła brwi - Przecież jej tu nie było, ona praktycznie nigdy nie wychodzi ze skrzynki - powiedziała tylko... Na co ja nerwowo się zaśmiałam.
- Czyli to był tylko sen - wymamrotałam sama do siebie.
        Nagle teraz do moich uszu zaczęła docierać kłótnia chłopaków, a Chica patrzyła na mnie smutno.
- Wiem, to mnie nie dotyczy - powiedziałam do niej, a ta uśmiechnęła się blado.
- To nie o to chodzi... po prostu... Ty nie wiesz... Jak to było - powiedziała głosem przepełnionym bólem i smutkiem. Chciałam powiedzieć "Ale nienawiść nie zwróci wam życia" ale darowałam sobie. Nie chciałam widzieć ich smutnych tak naprawdę.
- Dobra, przepraszam, po prostu... Pewnie gdybym była wami myślałabym tak samo... Ale
nie jestem - powiedziałam i zaczęłam napychać usta jedzeniem przyniesionym przez dziewczynę. 
Wale to wszystko, mam to po prostu gdzieś.
Siódmy rozdział! ;3

Dedyk dla pewnej upierdliwej osóbki (Ona już wie że to dla niej, kocham Cie <3).
Ano i jak zwykle przepraszam za błędy ale się spieszyłam <3

     Obejrzałam się za tym panem. Nie mogłam się kontrolować, no nie mogłam przecież ot tak podejść do tego pana i go zabić! Nie pozwolę na to. Kimkolwiek jest ten ktoś kto mnie kontroluje. Złapałam się za głowę i odzyskałam kontrole i prychnęłam. Nikt nie będzie mną rządzić - pomyślałam tak, a mimo to znów mnie opętało, ale nie szłam w stronę tego pana, tylko wyjęłam telefon z kieszeni i zaczęłam wybierać numer. Mike...? Oby nie odebrał.
      Odebrał. Zawsze kiedy nie chce ten odbierał - Mike? - zaytałam się jakims takim innym głosem - No, słucham Cie Emma! - powiedział wesołym glosem by po chwili skapnąć się ze coś jednak jest nie tak - Emma, to ty? - zapytał, a na mojej twarzy pojawił się okropny uśmiech - Mam do Ciebie prośbę - powiedziałam, nie odpowiadając poprzednio na jego pytanie - Zawiózł byś mnie do pracy? Proszę, zostawiłam tam bardzo ważną dla mnie rzecz - poprosiłam niby słodkim głosem.
- och... Jasne! Zaraz będę! - powiedział już spokojny, jakby jego wszystkie jego wątpliwości zostały rozwiane. Wtem moje ciało się poruszyło i ruszyłam w stronę domu, by już po niedługiej chwili do niego dość i zacząć czekać na przyjaciela. Nie mogałam odzyskać kontroli. Nie mogłam rozmawiać z tym kimś nawet w myślach, ale chyba coś chciał mi przekazać.  Nie ważne i tak nie mogę sama z siebie mówić, ani się ruszać, nie obchodzi mnie to, nic, a nic. Ta w ogóle, nic. Hahaha to tylko jakaś dusza przejeła sobie nademną kontrole bo czemu by nie, zniszczmy psychikę biednej Emmy do końca, bo to świetna zabawa!
I wtedy podjechał Mike, a ja uśmiechnęłam się uroczo i wręcz prowokująco, po czym wlazłam do auta - Cześć Mike - ten dziwny głos, taki... bardzo dominujący.
- Wszystko w porządku..Em? - zapytał się niepewnie na co ja na niego spojrzałam i odchyliłam lekko głowę - W jak najlepszym - odpowiedziałam z bardzo wesołym spojrzeniem, więc już nic się nie odezwał... I cała jazda w ciszy, a to w naszym przypadku nigdy nie występowało. On już coś zauważył.

~***~

     Dojechaliśmy. Uśmiechnęłam się do niego w podziękowaniu - Dziękuje Michael - chwila co? Michael - pomyślałam tylko. Zdradził się. Zanim wyszłam Mike złapał mój nadgarstek, ale ja się wyrwałam i spojrzałam w jego stronę. A ten sie przeraził - Em.. Em! - krzyknął, ale ja to zignorowałam i wyszłam. Spojrzałam w lustro. Czarne oczy. Zamknęłam je, a potem znów otworzyłam, normalne.  Podenerwowany mężczyzna wysiadł za mną z samochodu i znów chciał mnie chwycić, ale odsunęłam się z pogardliwą miną.
- Co ty robisz? - zapytał się mnie chłopak, na co odwróciłam się do niego plecami całkowicie go ignorując - Odpowiesz mi? - zaczął za mną iść. No odpowiedz mu! - mruknęłam sama do siebie w myślach. Prychnęłam głośno i odwróciłam się do chłopaka uśmiechając sie przy tym parszywie - Kroczę, oddycham, żyje... Chociaż życiem nie mogę tego nazwać, wiesz? - powiedziałam ponuro, a ten prychnął - Możesz znaleźć sobie kogoś innego, a nie ją? - zapytał Mike już nieźle wkurzony.
Pokiwałam tylko parę razy głową jakby przecząco i ruszyłam bez słowa, a ten chciał za mną iść, ale coś mu nie pozwoliło. I nagle poczułam się jakby jego też coś... opętało? Chyba nie mogę tego tak nazwać. Gdybym chociaż na chwilę mogłam z nim pogadać - pomyślałam i nagle puściło.
      Mogłam się tylko przez chwile poruszyć, więc uśmiechnęłam się głupio.
- Spoko, nic mi nie będzie - powiedziałam tylko i w duchu podziękowałam za to że mogłam to powiedzieć. Otworzyłam szerzej oczy i skinęłam głową w dół na pożegnanie i szybkim krokiem podlazłam do tylnych drzwi pizzerii i wyciągnęłam klucze, by zaraz je otworzyć i zamknąć się od środka - co było naprawdę głupim pomysłem zważając na... okoliczności.
-  Słuchaj mnie uważnie dziewczyno - i zaczęłam słuchać - Teraz zrobisz to o co Cie poproszę jak znajdziemy moje ciało - powiedział i ta wewnętrzna ja się wzdrygnęła. Ciało? No dobra.
Ruszyliśmy razem... To znaczy... ja ruszyłam w stronę "piwnicy", czyli tam gdzie znajdował się generator. Trochę się bałam że może wyjść jakiś animatronik i coś mi zrobić... Ale przecież nie była noc, tylko dzień. Jak bardzo się pomyliłam. Trzy animatroniki na raz poruszały się po pomieszczeniach jak gdyby nigdy nic i gdy tylko mnie zauważyły, od razu było widać to opętanie, jak się rzuciły w moją stronę to myślałam ze po mnie. I nagle usłyszałam dźwięk pozytywki, a one się zatrzymały i przyszła Puppet do mnie i się na mnie popatrzyła. Bałam się jednak to nie ja teraz siebie kontrolowałam.
- Dlaczego nie siedzisz w swoim kostiumie!? - warknęła na mnie takim... łagodnym głosem... przeplatanym z wieloma innymi.  Pierwszy raz słyszałam jej głos, było taki naprawdę...
Nie mam słowa. Spuściłam głowę, a z mojego oka poleciała łza. A animatroniki aż się zdziwiły, a ja sama po prostu zaczęłam się kruszyć, bo dzieliłam z nim teraz wszystkie emocje.
     Tak nagle, nie mogłam tego znieść. Ruszyłam z miejsca i poszliśmy na najniższy poziom restauracji, a tam... Leżał całkowicie zepsuty strój złotego królika i wtedy opuścił moje ciało, by pójść do tamtego. Wstał podszedł do mnie, przytulił się i po prostu zaczął szlochać.
- Proszę Cie Emma... Jeżeli kiedykolwiek spotkasz moją rodzinę... To powiedz im że ich kocham i jeśli możesz... To przeproś za mnie wszystkie te dzieciaki - powiedział, a do moich oczu napłynęły łzy i sama go przytuliłam.
- Sam im to powiesz - powiedziałam stanowczo, a mimo to tak emocjonalnie to zabrzmiało i wtedy dowiedziałam się kim on jest. opowiedział mi o wszystkim. Naprawdę, to było złe to wszystko co zrobił, ale ja... Ja bym mu wybaczyła.
Sory za wszystkie błędy, nagłe zmiany tematu itp XDD i sory że krótkie ;___; Następny będzie szybciej i będzie dłuższy ;-;
I po pracy ruszyłam prosto do domu, zażyć cudownego snu, ale cóż. Nie potrafiłam zasnąć więc poszłam się umyć i gdy tak leżałam w wannie pełnej wody... Zasnęłam. No bo łóżko nie jest od spania mózgu tylko wanna! I nagle usłyszałam ten chory śmiech i natychmiast gwałtownie się obudziłam, wylewając przy okazji dużo wody i krzycząc:
- Pieprz się, pieprz się, pieprz się... PIEPRZ SIĘ! - wręcz warczałam. Przetarłam oczy i westchnęłam ciężko, to był... tylko sen? Japierdole. Nagle zamiast muzyki, którą puściłam z
komórki, usłyszałam dzwonek, nie patrząc na ekran odebrałam — Halo, halo? - zapytałam z uśmiechem i po chwili usłyszałam rozradowany głos Doll — Hej laska! - przywitała się ze mną żona Mike’a, uśmiechnęłam się delikatne — Hej - przywitałam się, a ona odchrząknęła tylko i zaczęła dalej mówiąc tym swoim delikatnym głosem — Wiem, że masz dzisiaj wolne... i że jesteś zmęczona, ale chciałabym Cię zaprosić na babski wieczór do mnie na chatę - zdziwiłam się — A co Mike’a nie ma? - zapytałam z nutką radości w głosie — Nie, nie, jest, ale on też podobno zaprasza kolegów, wiesz... - powiedziała — I będzie jeszcze Katie i Soph — powiedziała jak zwykle zdrabniając ich imiona. - Okej, przyjdę, o której mam być? - zapytałam z radością w głosie. W końcu luz!
Nagle cisza w telefonie. Co jest...? Rozłączyła się? Spojrzałam na ekran... Rozmowa trwa.
- Dolly...? - zapytałam i nic. I nagle ta krzyknęła, a ja gwałtownie odrzuciłam telefon.
I usłyszałam je serdeczny śmiech, a potem słowa - ŻARTOWAŁAM! - krzyknęła tak żebym słyszała, prychnęłam — MAM NA ZAWAŁ ZEJŚĆ!? - warknęłam wręcz, po czym wyszłam z wanny i wzięłam telefon — To powiesz mi w końcu o której? Czy może jednak mam nie przychodzić? - zapytałam i od razu się uspokoiła — Przepraszam! Nie obrażaj się! - zaczęła przepraszać, na co ja się szyderczo zaśmiałam, a ta głośno prychnęła — Przyjdź o siódmej — i się rozłączyła. Wypuściłam wodę, wytarłam się ręcznikiem, ubrałam się i poszłam sobie pospać przynajmniej z trzy godziny. Przez ten czas cały czas śniły mi się koszmary. Tylko jeden sen był miły i w sumie tylko ten jeden pamiętam w kawałku. Pamiętam szczęśliwe dzieci, które razem spędzają miło ze sobą dzieci. Tia. Ech powinnam mniej o tym wszystkim myśleć. Przynajmniej nie jestem już aż tak bardzo zmęczona. Poszłam szybko się przebrać, by zaraz potem po prostu wziąć deskorolkę, ale zdałam sobie sprawę z czegoś... A dokładniej z tego, w jakim stanie jest moja noga. Ciężko westchnęłam i ją odłożyłam z bólem w sercu. No trudno się mówi! Hihihi... Teraz jak o tym myślę to miałam farta, że tak szybko znaleźli mnie bez nóżki! Tak to bym w ogóle nie mogła jeździć! Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym wzięłam torbę, ubrałam się, po czym wyszłam zamykając pierw dom. Chciałam się przejść... Bo potem będę szła...Na...Dziewczęcą noc! Hihihi... Boże, ale ja momentami jestem głupia. Kulejąc, ruszyłam w stronę lasu. Może to dziwne, ale mieszkałam blisko lasu i lubiłam to miejsce, lubiłam spacery w lesie i wcale się nie bałam, bo znałam go jak własną kieszeń od dzieciństwa. A potem zdąż do koleżanek, tia... Wiecie do pracy to zawsze mnie podwozi Mike. Kiedy już się w nim znalazłam wzięłam głęboki wdech, by poczuć to świeże powietrze wokół siebie. Kocham zapach lasu. Nagle w oddali zauważyłam pewnego staruszka, który równie często tu przychodził co ja. Znaczy, on o wiele częściej tu przychodzi w sumie niż ja. Kiedy go mijałam, przywitałam się, jak to już miałam w zwyczaju i poszłam dalej. Ale... Nagle dopadło mnie takie dziwne uczucie, jakbym chciała go co najmniej skrzywdzić. Trochę się tym zmartwiłam, bo nigdy nie miałam takich problemów... No prócz w pracy. W pracy to próbowali mnie zabić. Dalej probują! Ale co tam. Znów ten ktoś próbował przejąć nade mną kontrolę.

— No chodźcie! — krzyknęłam jakże zachęcająco do animatronów. Nie wiedziałam co właśnie robię, coś przejęło nade mną kontrole. Mike razem z Fritzem i Bonnim obserwowali, przerażeni. To było widać. Sparaliżowani strachem, którego ja w tej chwili w ogóle nie czułam. Zaczęłam się rozglądać za czymś... ostrym. To było chore, ale zaczęłam się obmacywać i w końcu wyciągnęłam z kieszeni swój zajebisty nożyk. Tak trzymam w kieszeni nożyk. No ale co ja poradzę, to już tak od dzieciństwa robię!
— No dalej paszczury! — powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Uhuhu, gorąco się robi, tylko szkoda że ja nie moge się ruszać! Kiedy te się na mnie rzuciły robiłam sprawne uniki, których normalnie JA bym nie zrobiła. Przecież to było awykonalne dla mnie! Nigdy nie lubiłam sportu... I takich tam. Zaczęły drzeć mordę, kiedy miałam chwilę wskazałam reszcie gestem głowy by zamknęli się w tym pomieszczeniu i tak też zrobili. Ta ja... Ta która nie mogła się kontrolować bała się. Ale to coś nie miało żadnego strachu. ALE TO JA MOGĘ ZGINĄĆ! A to szata, cokolwiek to jest. Zajebać takie gówno tylko! I nagle ten ból w podbrzuszu. Spojrzałam na nie, a tam krew, potem przed siebie a tak Foxy. Wbił mi w podbrzusze hak. Kaszlnęłam krwią, ale nie krzyczałam, miałam beznamiętną minę jakby w ogóle mnie to nie bolało. Wyciągnęłam sobie hak, ledwo trzymając się na nogach. I jak niby to coś zamierza to zrobić, ja już opadam z sił!
— Za nas moi drodzy — powiedziałam z jakimś okropnym uśmiechem, po czym ruszyłam z taką prędkością jakiej bym się po sobie nie spodziewana i już po chwili nożyk został w bity w głowę Chici która... się wyłączyła i upadła na ziemię. ~ Nie rzucaj się tak! ~ Nakazał mi ten głos.
Ale ja nie chce, no... Boli mnie ta rana. Nie wytrzymam tego. I na dodatek jeszcze boli mnie noga... Z moich oczu popłynęły pojedyncze łzy — ZOSTAW MNIE! — powiedziałam wieloma głosami na raz. Aż sama siebie zaczęłam się bać. Po chwili zaczęłam lecieć na ziemię, zmęczona. Odzyskałam kontrole i tuz przed upadkiem niczym w jakimś tanim romansie złapał mnie Foxy.
— YAR HAR HAR! - zaśmiał się tym paskudnym fałszywym głosem — Time to die! - powiedział tylko, a z pomieszczenia w którym tamci się chowali było słychać jakieś krzyki typu "NO CHOLERA USPOKÓJ SIĘ MIKE!" i tym podobne. Ja zamknęłam oczy i po prostu czekałam na moment. Kiedy ten miał mnie już ugryźć, wbiłam mu nożyk prosto w oko. I mnie przygniótł, wyłączając się przy tym.

A ja już nie miałam siły na to by go zepchnąć. Po chwili ktoś go zdjął ze mnie. Spojrzałam na mężczyznę o brąz włosach. Taki rozmazany obraz miałam że nie wiedziałam dokładnie kto to był —Będzie dobrze! — zdążyłam tylko usłyszeć, zanim zemdlałam. Nie wiem ile czasu minęło.
W każdym razie słyszałam dość dużo głosów w okół siebie. i niesamowity ból w nodze i podbrzuszu. Teraz czułam się jakbym... jakbym tonęła... płynęła prosto na dno.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam tak zwane światło w tunelu. "To koniec...?", usłyszałam swój własny głos, odbijający się echem, jakby od ścian, których tak właściwie nie było.
— Dobre pytanie — odpowiedziałam i zaczęłam powoli iść. Żadnego bólu już nie czułam.
Teraz chciałam tylko... odpocząć.
— CHOLERA JEJ ... JEJ SERCE...! Nie ma pulsu chłopaki! — słyszałam te głosu w okół siebie, a jednak nic, a nic nie widziałam, tylko spokojnie szłam w stronę światła.
—Dziewczyno, obudź się! Całe życie przed tobą, słyszysz mnie!? — ten głos należał do Mike'a.
— Uspokój się! Zostaw ją, daj im się nią zająć — Fritz.
— "oni"...? "ONI"?! Oni kurwa ją zabili chyba! ROZUMIESZ TO?! Jest moją przyjaciółką do cholery jasnej!  — Ta rozmowa mnie niepokoiła. Nawet nie wiecie, jak bardzo! Bo wiecie tekst "Jestem za młoda żeby umierać" pasuje chyba w tej sytuacji, prawda?
I gdy wlazłam w światło, to uczucie błogości znikło jak bańka mydlana. Znów poczułam niesamowity ból i gwałtownie się podniosłam uderzając przy okazji się w głowę o kogos innego. 
 — ŻYJE! KURWA ŻYJE! - krzyknął Mike prawie rycząc i teraz zauważyłam że ktoś mnie zszył.
Zauważyłam nad sobą ludzką Toy Chice — Udało mi się! — powiedziała rozradowana tym dziewczęcym głosem i rzuciła się na Mangle.
— Gdzie jest... Foxy i... Chica? — zapytałam nie przejmując się własnym stanem i wstałam, ktoś jednak mnie złapał — No i po co się ruszasz?— spojrzałam na mówiącego. Freddy.
— Puść... Puść mnie — obraz zaczął mi się zamazywać,a sama złapałam się Freddiego, a drugą ręką złapałam się za głowę — Nie martw się, zamknęliśmy ich na wypadek... wiesz — powiedziała Mangle, brązowo-włosy chłopak objął mnie.  Zamknęli ich.
Próbowałam odepchnąć go od siebie, ale nie miałam siły. Puściłam go i spojrzałam po wszystkich, jednak musiałam komuś podziękować, więc spojrzałam w stronę Toy Chici.
—Dzięki, wiesz... Za to że mnie pozszywałaś — powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
Teraz przeniosłam spojrzenie na chłopaków — Ty Mike, nie musiałeś się tak wydzierać, a ty Fritz, brawo za zachowanie spokoju — powiedziałam z uśmiechem. Mike tylko przewrócił oczami, zaszklonymi oczami. Jak mała dziewczynka. Choć na jego miejscu pewnie bym tak samo się zachowywała. Spojrzałam na nogę, potem na brzuch. Zostaną blizny. Będę miała co opowiadać. Heh. I tak nikt nie uwierzy, ta. No cóż! 
— Idę ich naprawić, za niedługo szósta, a w końcu nie chcemy żeby nas zwolniono, czy coś — powiedziałam z uśmiechem i ruszyłam, spojrzałam na resztę.
— No już, a kysz na swoje miejsca — powiedziałam z uśmiechem. Jakoś pierwszy raz od dłuższego czasu czuje się tak jakby... szczęśliwa? Mimo że czułam przy sobie kogoś obcego.
Dowiedziałam się, że przez czas mojej nie obecności zatrudnili jakiegoś gościa o imieniu Fritz. Podobno gość o takim nazwisku pracował już kiedyś w poprzedniej pizzerii, była to chyba jakaś jego rodzina. W każdym razie dzisiaj się o tym przekonam. Wracam do pracy. Chociaż jeszcze dziwne jest to, że ojciec Jasona zapowiedział nam nadejście jeszcze trzech pracowników i powiedział, że NIKOGO, nie zwolni. „Będzie tutaj jeszcze trzech panów, pomogą nam oni, ponieważ mamy pozwolenie na ponowne otwarcie pizzerii. Nie martw się, nikogo nie zwolnię, nawet Mike’a, on to mnie zaczyna wkurzać bezczelny bachor...” Ta. To dla mnie dziwne. Myślałam o tym, żeby się zwolnić. Naprawdę o tym myślałam. Skoro będzie tutaj tak dużo osób, to po co jeszcze ja?
Spojrzałam na nogę z obrzydzeniem na twarzy, no po prostu jak na nią patrzyłam, to sobie wyobrażałam Bóg wie co. Wyobrażałam sobie, że następnym razem zrobią coś gorszego.
Ja naprawdę nie chciałam tak wrócić. Jak spałam w domu to, miałam koszmary. Koszmary o tym, że one mnie wołają, o tym, że się patrzą. Nie mogłam tego wytrzymać. Nie chciałam na nie patrzeć. I nim się spostrzegłam, cały dzień mi minął i trzeba było iść do pracy.
Trzeba? Dlaczego tak pomyślałam? Nic nie muszę, jeśli nie chce.
— heh, zaczyna mi odwalać - powiedziałam sama do siebie, wzięłam swoją Torbę i poszłam do pracy. Po drodze spotkałam Mikeya i ... chyba tego Fritza. Wyglądał na sympatyczną osóbkę, szkoda, że nie wie, w co się wpakował. Lekko falowane rude włosy, zielone oczy, trochę piegów i okulary, zdawał się mieć lekką nadwagę. Mike, gdy tylko mnie zauważył, uśmiechnął się i pociągnął nowego kolegę do mnie, uśmiechnęłam się do nich.
— Cześć, ty zapewnię jesteś Fritz? Jestem Emma, miło mi Cię poznać - powiedziałam i podałam mu swoją dłoń, którą już po chwili chwycił.
— Nie za dobrze? To zbyt delikatne pojęcie, bo tutaj dzieje się naprawdę dużo - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Cała reszta drogi minęła nam w pogodnych rozmowach, wyjęłam klucze i otworzyłam pizzerie, po czym weszliśmy, zdjęliśmy kurtki i ruszyliśmy w stronę naszych pomieszczeń, była już dwunasta, więc trochę się obawiałam.
Odprowadziłam chłopaków, po czym poszłam do siebie. Czemu ich odprowadziłam? Bo bałam się, że jak pójdą sami to cos ich zje. Noga cały czas mnie bolała, a ja kulałam na nią.
Kazali mi chodzić z kulą, ale jeszcze jej nie miałam także muszę sobie poradzić, prawda?
Jak szliśmy z Mikeyem ustaliliśmy, że nie pójdę od razu do swojego 'gabinetu', a to tylko po to żeby pokazać nowemu co tu się dzieje, bo nie zbyt rozumiał. Byłam przerażona.
Z drugiej strony mi już się coś stało, a oni jeszcze wszystko mieli na miejscu.
Kiedy usłyszałam jakieś dźwięki za mną, założyłam maskę i się odwróciłam. Przycisnęłam szybko maskę do buzi, by nie wrzasnąć. To Freddy, znaczy Toy Freddy.
— Debilne maskotki! - pomyślałam i zaczęłam się odsuwać. Pamiętam słowa tego pana „Pod żadnym pozorem nie wychodź z pomieszczenia” Wyszłam... I co? GÓWNO. Z resztą nawet jak byłam w tym pomieszczeniu, to upieprzyły mi nogę potwory jebane!
Kiedy mnie złapał, chwyciłam za latarkę i zaświeciłam prosto w oczy. Od razu mnie puścił, a ja czym prędzej, pobiegłam do mojego 'raju' i się zamknęłam mając wywalone na te animatrony. Znaczy nie do końca, ale jednak. Nagle usłyszałam dźwięki z krótkofalówki.
— Hej, heeeeyyy, żyjesz tam? - zapytał się mnie zmartwiony Mike — Zdechłam - powiedziałam, a ten prychnął — Martwiliśmy się, bo nie było Cie widać na kamerach, po tym jak go światłem "oślepiłaś" - powiedział tylko — Dobra rozumiem, pokazałeś nowemu co i jak? - zapytałam i nagle odezwał się właśnie Fritz — Ciesze się że tobie nic nie jest, myślałem ze to tylko plotki z tymi misiami, a to prawda! Tak pokazał mi co i jak i tak po za tym nigdy więcej nas tak nie strasz - powiedział i wtedy znów odezwał się Mike — No widzisz jak się o Ciebie troszczymy, a ty taka nieczuła jesteś? ~ - zapytał, na co ja przewróciłam oczami.
— Dobra, w każdym razie nie wychodźcie i widzimy się o szóstej - powiedziałam i wyłączyłam krótkofalówkę. Spojrzałam na ekran komórki, miałam podkrążone oczy.
Dotknęłam dlonią delikatnie worów i westchnęłam cicho. Nagle przed oczami zaczął mi się pojawiać i znikać jakiś żółty miś! Zaczęłam wrzeszczeć przerażona i to był zły pomysł, bo przyszły tutaj za niedługo kolejne. I wiecie co? nagle zrobiło się jakoś tak cicho. Zbyt cicho, zawsze coś tam gralo w tle... Pozytywka? Jakoś tak dziwnie się zrobiło. Złapałam za krótkofalówkę — Hej, żyjecie tam? - zapytałam — Eeee! Zajęci jesteśmy, odezwij się za chwileczkę! - usłyszałam głos Mike'a. Westchnęłam.
Nagle usłyszałam że coś idzie przez wentylator... Przeraziłam się po czym złapałam za swój bęben i zablokowałam nim to przejście — Wybacz Bon Bon - powiedziałam do mojego instumentu. Tak dałam mu imię, no cóż. I nagle i tak coś wlazło z krzykiem do mojego pokoju i się na mnie rzuciło. Była to marionetka. Zaczęłam się z nią szarpać, wręcz bić.

— Ty szmato! - krzyknęłam do niej, a ona zaczeła  krzyczeć i mnie ogłuszać tym samym.
W końcu drapła mnie swoimi rękoma, o ile można było je tak nazwać. Przytrzymała mnie tka bym nie mogła się ruszyć, po chwili doszły kolejne. Chica i Toy Chica które również przyłączyły się do zabawy. Trzech na jednego? Zamknęłam oczy, we mnie coś wstąpiło, nie mogłam się kontrolować i zaczęłam się śmiać niczym psychopatka. Czułam że coś we mnie po prostu wstąpiło.Otworzyłam oczy, a ze mnie wydobył się zwierzęcy ryk. Animatrony się odsunęły ode mnie, a ja z takim psychicznym spojrzeniem ujęłam swoje policzki w dłonie patrząc na nie z tym spojrzeniem. Chciałam to zatrzymać... Cały czas się sprzeciwiałam.
W końcu zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam one znikły, a ja mogłam się kontrolować.
Spojrzałam na pozytywkę i ją szybko nakręciłam, chwyciłam krótkofalówkę — Nic wam nie jest?- zapytałam lekko ochrypłym głosem i zakaszlałam — Eee, nie, lekkie zadrapania, Freddy nas prawie dopadł hah... - powiedział dziwnym głosem Fritz. Nie wiem dlaczego, ale zrobiłam się senna. Przetarłam oczy by po chwili usłyszeć dziecięcy śmiech.

Złapałam za latarkę i zaświeciłam w tamtą stronę, ale nic. Dostrzegałam tego głupiego bachora! Nagle zaczął biegać i śmiać się, tak jak zawsze... Znaczy teraz miał jakieś ADHD.
Gdy chciał już uciec, zamknęłam mu drzwi przed nosem tak, że w nie przywalił.
I taka cisza i on stoi spokojnie z miną 'co się właśnie stało?'
Spojrzał w moją stronę - Hello - powiedział cichym i harmonijnym głosem.
Zaczęłam się śmiać na cały głos z dzieciaka. To wszystko przez to ze podobna sytuacja spotkała mnie, kiedy byłam młodsza i siedziałam w kościele. O kurczę, zaraz siknę.
W końcu go wypuściłam, a ten wyleciał, wohoho. Coś się nie odzywają... - pomyślałam nagle, wyjrzałam przez drzwi by najpierw się upewnić ze nic mnie nie uszkodzi.
Nic nie widziałam, także spokojnie wyszłam. Jednak już po chwili coś się na mnie rzuciło.
Było to Foxy który próbował mnie ugryźć.
— FOXY! FOOOXY! Co ty robisz! Us... Uspokój się! - zaczęłam krzyczeć przerażona.
Zaraz mnie ugryzie. Ja nie chce, nie mam siły na to - przeleciało mi przez myśl.
Jednak po chwili coś go zaczęło ciągnąć. Zamrugałam zdezorientowana parę razy i spojrzałam na Chicę, która ciągnęła Foxiego ode mnie. Ten krzyczał jak opętany, patrzyłam na to ze zdziwieniem i przerażeniem na twarzy. Nagle poczułam ze ktoś bierze mnie za rękę.
— Wybacz nam... - usłyszałam głos za sobą. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam gościa z fioletowymi włosami — No chodź, musimy stąd iść... Ona go powstrzyma, zaraz przyjdzie Freddy i dopiero się porobi - powiedział. Czy to był Bonnie?  Wyrwałam się z jego uścisku.
— O co wam chodzi?! Najpierw chcecie nas zabić, a potem nam pomagacie!... Nie rozumiem! Masz mi to wytłumaczyć...! - zaczęłam krzyczeć ze szklanymi oczami już naprawdę nic nie rozumiejąc. Ten tylko się wystraszył — Nie ma czasu... Musimy iść - powiedział, po czym znów mnie złapał i zaczął ciągnąć.
— Musze znaleźć Mike'a i Fritza! - w końcu wypaliłam, gdy ciągnął mnie już dłuższy czas.

W końcu wepchał mnie do jakiegoś pomieszczenia w którym byli chłopacy.
Podbiegłam do nich przerażona, już nie na żarty. Złapałam Fritza za skrawek koszuli, a drugą ręką złapałam nadgarstek Mike'a, Bonnie zamknął drzwi i podszedł do nas.
— Przepraszam za to wszystko... za nas... - powiedział nagle — To nie nasza wina, to jest silniejsze od nas... - powiedział i spuścił głowę. Puściłam chłopaków, po czym podlazłam do Bonniego i się do niego przytuliłam, on zdziwiony, tamci też.
— No co? - zapytałam i się odkleiłam od fioletowo włosego —  Wyglądałeś na smutnego - powiedziałam, a tamten wyglądał jakby miał zaraz się rozpłakać.  Nagle przypomniałam sobie o spince, wyciągnęłam ją z kieszeni by pokazać ją "królikowi".  Nagle wszyscy usłyszeliśmy psychiczny śmiech Chici. Tej, nie zabawkowej... Założyłam spinkę, zamknęłam oczy i znów to uczucie. Wyszłam z pomieszczenia i zobaczyłam jak Foxy oraz Chica idą w moją stronę.
Z dedykacją dla mojego gimby Lisiastego, znanego również jako Foxy the pirate.
Masz i się ciesz ty kupo czerwonej sierści. Hyhyhyhyhyhyhyhy ~

Święta zaczęły się ogromną, ale to bardzo dużą dawką strachu i paniki. Kiedy weszłam do pomieszczenia, nie sądziłam, że dzisiejszej nocy będę całą noc, wręcz umierać ze strachu.
Właśnie przez szybę patrzyłam na jednego z animatronów i krzyczałam wniebogłosy widząc tak dużo krwi, mimo że nie było widać żadnego ciała, czy czegoś. Po prostu cała masa krwi leciała z wielkiego animatrona, którego NAPRAWIŁAM jako pierwszego. A teraz był po prostu w okropnym stanie i śmierdziało wszędzie truchłem w zaawansowanym stadium rozkładu.
Przez cały ten czas słyszałam bicie swojego serca. Minęła już trzecia. Nie wiem, co mam zrobić żeby Foxy udał się do swojej pirackiej zatoki, jakby tego mi jeszcze brakowała, dołączyła się Mangle, kiedy mnie zauważyła pokazała mi przez szybę kartkę z napisem „welcome to Freddy Fazbear pizza! Dzisiaj jest boże narodzenie, a zarazem początek twoich wyzwań. Dzisiaj jest wyzwanie Lisów. Powodzenia!” Co. Nagle zauważyłam, że Foxy gdzieś poszedł. Zmarszczyłam czoło, by po chwili prawie dostać zawału. Krzyknęłam przerażona, kiedy Foxy zaczął walić w szybę i krzyczeć w moją stronę. Szyba zaczęła się tłuc. Szybko chwyciłam za komórkę i wybrałam numer pracodawcy — Szybciej... - zaczęłam mówić, kiedy kątem oka widziałam Foxiego, który już prawie tutaj wlazł.
— Halo? - zapytał zaspany głos pracodawcy — Szefie! Boże... Zadzwoń po jakąś pomoc, błagam, nie wiem po kogo zadzwonić, zaraz jeden mnie...! - przerwało mi połączenie, bo nie ma sygnału. JAK TO NIE MA SYGNAŁU?! Kiedy Foxy wbiegł do pomieszczenia z taką miną jakby nie wiem co chciał mi zrobić, zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej niż przed chwilą. Podbiegłam do drzwi otworzyłam je, po czym by kliknąć szybko drugi raz i zamknąć rudego w środku. Zaczęłam biegnąć do pokoju, w którym to Mikey pracował. No ale nie było go dziś... Po chwili poczułam znów ten odór. Musiałam aż przystanąć, schowałam się za... czymś, nie wiem co to było, po prostu musiałam tylko sobie przystanąć. Zapach zaczął być coraz bardziej dokuczliwy, a z tym szło w parze, że któryś się zbliża. Przełknęłam ślinę, próbując nie zwymiotować i być przy tym cicho. Gdy wyszłam zza czegoś zaczęłam się rozglądać, jakbym właśnie została przeniesiona do innego budynku.
Niezupełnie wiedziałam gdzie teraz jestem, więc zaczęłam iść przed siebie bardzo zdenerwowana i przestraszona.

— No chyba nie... - powiedziałam cicho sama do siebie, gdy zobaczyłam lustro i swoje odbicie. Zaczęłam macać się po puchatej twarzy. Otworzyłam szerzej oczy, krzyknęłam przerażona, gdy nagle za mną pojawił się Foxy i położył mi swoją metolową dłoń.
Odwróciłam się w jego stronę z wściekłym spojrzeniem i rzuciłam się na niego, ale to on był... lepszy. Rozszarpał moje animatroniczne ciało, a z niego wyleciały flaki. Wszystko czułam i krzyczałam na cały głos. Czemu nikt mnie nie słyszy? Czemu nikt mi nie pomoże?
Dlaczego to dalej trwa?
— P-przestań... - wydukałam w końcu ledwo żywa, ten wyciągnął hak z mojego ciała.
To było najgorsza rzecz jaką w życiu widziałam. Najgorsze jest to że nie umierałam.
W końcu otworzyłam szeroko oczy.
— Gdzie ja...? - zapytałam samą siebie i zaczęłam się rozglądać. Zaczęłam się po prostu obmacywać. Miałam... wszystko na miejscu. Spojrzałam przez szybę i zobaczyłam że stoi tam Foxy, obróciłam się w drugą stronę, a tam Mangle. Byłam pewnie blada. Pewnie wyglądałam na przerażoną. Złapałam za maskę Freddiego kiedy drzwi zaczęły się otwierać, a oczy potworów zaczęła ogarniać czerń.  Założyłam maskę, zanim weszły. Z czoła poleciała mi kropla potu. Trzymałam w sobie krzyki przerażenia.  Nie wytrzymam - pomyślałam kiedy one zaczęły być coraz bliżej i bliżej. Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia, a one się zatrzymały. Siedziałam skulona na krześle z maską miśka. Powoli ściągnęłam maskę i zobaczyłam Jasona... Z czarnymi oczami.
— Co...? - zapytałam i wtem ogarnęła mnie panika, bo zauważyłam w jego ręce pręt.
To miejsce jest chore. Nie chce tutaj być. 

Spojrzałam na swoje odbicie w szybie i zauważyłam że moje oczy są najczarniejsze z tych wszystkich oczu wokół mnie. Szaleństwo nigdy się nie kończy.
Khe? Czemu o tym pomyślałam? Teraz dopiero poczułam że coś ściskam w swojej dość drobnej, bladej dłoni. Upuściłam to gwałtownie. Skąd to w ogóle się wzięło!?
Zamknęłam oczy, zaczęłam głośno oddychać. Musze... Musze się uspokoić. Nie mogę.
Otworzyłam oczy i... nie było ich, a wokół mnie stali ludzie których nie znałam.
Trzymali mnie i... coś mówili między sobą. Zaczęłam się szarpać, a ci zaczęli mnie uspokajać, nagle do pomieszczenia wbiegli Mike razem z Kate. Nie rozumiałam co mówili i strasznie bolała mnie... noga? Spojrzałam w dół... CO?! Czemu mam szwy na nodze i...?! O cholera!
Ciśnienie mi się momentalnie podniosło, a ja sama zaczęłam się szarpać.
—Uspokój się! Dopiero co cie poskładali! - warknął na mnie Mike. Co...?
— No właśnie... Spokojnie, żyjesz, prawda? - zaczęła mnie uspokajać.
Wszyscy zaczęli mi mówić co się działo, ale ja nic z tego nie rozumiałam. Nagle ktoś się wydarł, a ja złapałam się za głowę.
— Zamknijcie te mordy! - warknęłam i wszyscy się zamknęli, nawet lekarze.
Nie mogłam sie uspokoić.
— Czy... czy ktoś mi normalnie wytłumaczy, co się tam stało? - zapytałam, a ci zaczęli sie po sobie oglądać. Dopiero teraz zauważyłam że Jason też tutaj był, wszyscy wyszli, zostaliśmy tylko my. Spojrzałam na niego z tym lodowatym spojrzeniem, a on z takim samym na mnie.
— Ty nic nie pamiętasz? - zapytał się mnie, a ja pokręciłam głową.
— Więc, zadzwoniłaś do mojego ojca, a on zadzwonił do mnie i po pogotowie... Byłem pierwszy, wbiegłem do pomieszczenia w którym się znajdowałaś, a nad tobą wisiały dwa lisy... Gdy mnie zobaczyły nie zatrzymały się, tylko zaczęły cie pakować do stroju... którego ani ja, ani ojciec nigdy nie widzieliśmy na oczy... - przerwał bo chyba nie umiał dobrać słów.

Odwróciłam wzrok od chłopaka i spojrzałam znów z przerażeniem na nogę.
— Ty, nie wal ze upitoliły mi nogę? -zapytałam, a ten wygiął usta w grymasie.
— Weź mi nawet nie mów... - powiedział — Czyli jednak? - zapytałam, ten pokiwał głową.
— Ale wiesz co...? Wtedy kiedy Cie wpychały w ten kostium... Wyglądałaś jak martwa, to mnie przeraziło, a najgorsze było to ze one wcale nie zwracały na mnie uwagi - powiedział, a ja tylko pokiwałam głową jakbym czemuś zaprzeczała.
—Tak w ogóle spałaś... dość długo... - powiedział, a ja uniosłam brwi.
— Z tydzień... Odwiedziła cie twoja rodzina tak w ogóle... - powiedział. Uśmiechnęłam się.

Dziwne, nic nie pamiętam w szczegółach. Wiem ze miałam halucynacje. Tylko tyle.
nie pamiętam żeby odrypały mi nogę czy coś.  Chociaż... Nie, nie wiem. Pogubiłam się.


Sory za błędy i wgl... Ale nie chciało mi się sprawdzać znów tekstu ;_; Może tez się nie zgadzać pare rzeczy z rodziną Emmy, ale co tam.







Minęło pare kolejnych dni, a ja dalej nie mogłam się przyzwyczaić do ciągu pracy.
Minęły kolejne miesiące, a ja nie mogłam się przyzwyczaić. Tyle już tutaj pracuje.
Ale w tym roku święta spędze tutaj w pizzeri Fazbear. Fajnie nie? Tak, wiem że nie.
Animatrony co noc się pojawiają, co noc gnębią mnie i Mikeya, a wiecie co jest najgorsze?
Że oni w każdej chwili mogę się zmieniać w postać ludzką na jakiś czas. Od paru miesięcy próbuje
zauważyć przez ile wytrzumują w ludzkim ciele, ale oni chyba każdy ma inny czas.
Rozglądnęłam się po pomieszczeniu w którym spędzałam coraz więcej czasu.
Teraz na ścianach wisiały różne moje obrazki, zdjęcia i w ogóle na stoliku leżały pluszowe wersje animatroników.  Każdego naprawiłam, każdego! Ano i dowiedziałam się również że one czują ból jak się je uderzy czy coś, także można się bronić.

Na przykład miesiąc temu, przez przypadek oderwałam Bonniemu ucho, a ten krzyczał jak opętany. To było chore, z mojego punktu widzenia.
W sumie teraz jak tak o tym myśle to przywiązałam się do tego miejsca, ale dalej mam koszmary.
Znaczy moja Chica, jest dalej moją Chicą, znaczy ta pierwsza, nie ta zabawkowa... Ta zabawkowa, zawsze próbuje mnie ugryźć w twarz i dlatego też gdy schodzi ze sceny ściąga swój dziób, albo Mangle jej zabiera. Nie wiem dokładnie. Nagle zauważyłam że padło zasilanie mimo ze zostało jeszcze sporo energii.  Złapałam za krótkofalówkę — Dzisiaj moja kolej? - zapytałam, a Mike nie odpowiadał przez chwile.
— Eee... Chyba tak, dasz rade? - zapytał, na co ja prychnęłam i już się nie odezwałam.
Wzięłam maske zabawkowej Chici, założyłam sobie na głowe i wyszłam z pomieszczenia kierując się ku piwnicą w których znajdował się generator.

Czemu musimy zakładać te głupie maski? Wkurzające - pomyślałam sobie, oddychając glośnio.
Nagle poczułam się obserwowana, gwałtownie się zatrzymałam i po prostu się nie ruszałam.
To napewno jest jak zwierzęta! Nagle usłyszałam że pozytywka przestała grać... Niee ~
Błagam! Mike nakręć ją! - pomyślałam dalej stojąc w miejscu.
Nagle poczułam że coś podnosi mnie do góry, otworzyłam szerzej oczy, zdjęłam tą waloną maske i spojrzałam na animatrona.
—  Do jasnej cholery puść mnie! -warknęłam, ale uścisk stał się mocniejszy. To była Chica.
— O sorka, nie wiedziałam że to ty, Ciebie to kocham ~ - powiedziałam i ja przytuliłam, a jej czarne puste oczy stały się normalne — Nie możesz jeśc tyle pizzy! - odezwała się nagle.
— I słodyczy! - dodała nagle, uśmiechnęłam się szeroko, gdy ta mnie postawiła.
— Możesz coś dla mnie zrobić? - zapytałam, ale zauważyłam ze jej oczy znow zrobiły się czarne, przeraziła się gdy zaczeła iśc w moją stronę — Nie jeść mnie na przykład?! - Krzyknęłam przerażona, kiedy otworzyła szeroko dziób i wtedy można było zobaczyć jej dwie szczęki... No co? podobał mi się efekt więc zostawiłam ~

Ale to był zły pomysł. Wbiegłam do pomieszczenia z maskami i je zamknęłam, w tym pomieszczeniu były drzwi do piwnicy, więsz szybko otworzyłam je kluczem i zamknęłam się od środka. Uff ~ Mimo wszystko słyszałam dobijanie się do drzwi. Zaczełam schodzić niepewnie po schodach ignorując wszystkie dźwięku które po prostu sprawiały że miałam ochotę zwymiotowaćze strachu. Gdy zeszłam na dół zauważyłam coś przy generatorze, to było ślicznie zapakowany prezent, niepewnie sięgnęłam po niego i spojrzałam na kartkę "Od nas dla Mikeya i Emmy <3 Kochamy was!" . Straszne, ale ok, to miłe! " PS. otwórzcie dopiero w wigilje bo was zabijemy!" [ ;_; ] Okej...? Położyłam go na ziemie, by zająć się generatorem. W końcu po chwili udało mi się go uruchomić i mieliśmy pełną energie, spojrzałam na zegarek na mojej dłoni.
Czwarta.. Coś wcześnie! No cóż. Wzięłam prezent, ciekawe dlaczego akurat tutaj? Znaczy ja nie podejrzewam naszych pracodawców o chorobe psychiczną! Wcale, a wcale... Znaczy... Może trochę, ale nikt nie musi wiedzieć, prawda? Na szczęście w 'drodze powrotnej' nic mnie nie chciało zjeść... Znaczy pewnie chciało, ale byłam zbyt zainteresowana prezentem, chwyciłam za krótkofalówkę — Mamy prezent od naszych pracodawców! - powiedziałam wesoło.

— Naprawdę, co to takiego? - zapytał — Kazali nam otworzyć w wigilje bo inaczej naz zabiją - powiedziałam wesoło, a ten się zaśmiał — Oni zaczynają mnie przerażać - powiedział — Ta, dobra, to do szóstej! - powiedziałam i już nic nie było słychać z urządzenia.
— Te Emma, uważaj idzie do Ciebie ludzka Chica - odezwał się, a ja odruchowo zamknęłam drzwi. Zapaliłam światło, a ona już mi machała... To była zabawkowa Chica.... Moja brew automatycznie zaczęła skakac widząc co ona robi... Czy ona właśnie pozuje? Oh God why.

Nagle jej oczy zrobiły się czarne, a ona zaczęła walić pięściami, a zaraz potem głową w szybe.
Otworzyłam szerzej oczy! Tego jeszcze nie było. Wzięłam aparat i zrobiłam jej zdjęcie by zaraz potem pokazac jej faka. Ta się jeszcze bardziej wściekła i prawie wybiła szybę! Jest pęknięcie.

Nagle obróciła się i wytrzeszczyła oczy, po czym jakby zaczęła  uciekać. Mam zacząć się bać?
Spojrzałam na zegarek. Piąta.
— Szybko, szósta! Szybkoooo! - mówiłam do zegarka, gdy usłyszałam dość znajomy śmiech.
Otworzyłam drzwi i wychyliłam się i kogo zobaczyłam...? Nikogo. Znów zamknęłam drzwi ale gdy się obróciłam zauważyłam jakiegos blondasa... Krzyknęłam kiedy ten zniknął, tak po prostu.
— Dobra... To było dziwne z mojej strony - powiedziałam do siebie — Chyba zaczynam miec halucynacje... - dodałam, wyjęłam z kieszeni swoją spinkę i spięłam nią grzywkę która leciała mi do oczu, przeszkadzając mi przy tym. Nagle usłyszałam śmiech tego dzieciaka! Nie dość że go naprawiłam to jeszcze będzie mi psuł drzwi i latarkę! I tak też się stalo, ten sobie stał przedemną, a ja próbowałam zamknąć drzwi bo słyszałam Freddiego! Ale nie! Wlazł mi i mnie złapał jedną łapą w pasie drugą unieruchomił mi jedną rękę — Wal się! - warknęłam na animatrona.

Ten nagle mnie ugryzł w ramię, a ja syknęłam... Chyba coś mi uszkodził. O fu...
— Wybacz... - powiedział nagle jakimś innym głosem... Takim jak ten gość z ... szpitala?
O mój Boże czyli wtedy to jednak był on!
— Jasna cholera puść mnie, proszę!! -krzyknęłam już z łzami w oczach, no co? To boli.
I to jak, jakby miał mi zaraz wyrwać lub zjeść tą rękę. Nagle uścić się poluzował, a ja zobaczyłam stużkę krwi, spływającą mi z ramienia. Nawet zignorowałam to ze on polazł! Zdrową ręką złapałam się za krwawiące ramie. Usiadłam na ziemi i zaczęłam mruczeć coś nie wyraźnie pod nosem. Zaczęłam sobie śpiewać cicho pod nosem próbując się tak uspokoić.

Po chwili usłyszałam jakby ktoś biegł, dlatego szybko złapałam za mój zajebisty zacyganiony nożyk  w razie czego. I miałam racje! Wlazł tutaj człowieczy Freddy!
— Zabije Cie! - wakrnęłam — Nawet nie próbuj mnie zeżreć, bo ja nie żartuje! - i ten mój poważny ton głosu. Masakra, niech tylko spróbuje mi coś zrobić.

— Ja... - zaczął powoli... — Chciałem Ci pomóc... - mruknął pod nosem, a ja otworzyłam szerzej oczy, bo zobaczyłam że brązowowłosy coś ściska... Był to bandaż. Opuściłam nóż i go puściłam.
— A spróbuj mnie zabić, to zrobie ci takie paranormal Activity ze się posrasz - powiedziałam, a ten się głupio uśmiechnął i podlazł, by po chwili zacząć tamować mi rane, było widać jakby nie mógł się kontrolować czy coś,  nagle spojrzał na spinkę i się jeszcze bardziej głupio uśmiechnął niż przed chwilą — Nie dostałaś tego przypadkiem od Bonniego? - zapytał wielce rozbawiony.
— Nie wiem.... Może tak, może nie, co za różnica! - powiedziałam, a ten przewrócił oczami.
Hmmm... Animatron, nie... wróć. Człowiek, który jeszcze przed chwilą był pluszakiem mi pomaga mogąc w każdej chwili mnie zabić.
— Musisz opuścić tą prace... - powiedział nagle, a ja tylko uniosłam jedną brew ku górze.
— Dlaczego? Po co? Chcecie mnie zabić? Po cholere? Dlaczego zabijacie, a raczej chcecie to zrobić..? - zaczęłam pytać, ale ten chyba się zdenerwował i mi przerwał — Po prostu musisz i to nie twoja sprawa okej, tak po za tym idzie tutaj Chica z chęcią zabicia Cie - powiedział tak jakby chciał mnie nastraszyć i udało mu się. Mimo że ona była moją ulubioną zabawką, to mimo wszystko tak samo się jej bałam.

Chociażi tak najstraszniejszy był Freddy.  Patrze na niego i mam wrażenie że zaraz mnie zabije.
Gdy skończył, wykrzywił tylko usta w jakimś grymasie i zamlaskał jakoś tak dziwnie.
— Nie przychodź jutro do pracy - powiedział takich strasznym głosem, pare kropel potu az poleciało mi z czoła. Przełknęłam śline, ale nic nie powiedziałam, a ten po prsotu wyszedł.
I wybiła szósta... Tak w ogóle, ciekawe co u Mikeya. Szybko wybiegłam z pomieszczenia i pobięgłam do chłopaka, ale jak tam dobięgłam to wzięło mnie na wymioty.

Leżał na ziemi cały zmasakrowany, we krwi, ale żył! miał wszystkie kończyny i w ogóle.
— O mój Boże! - krzyknęłam i szybko sięgnęłam po telefon i zadzwonilam po karetkę, gdy go zabierali i mnie pytal co się stało, ja nie umiałam odpowiedzieć. Jak to się stało?
Będę sama w pracy do której miś kazał mi nie wracać. Co. Co ja ze sobą zrobię? Zabije się.
Już mnie jakaś psychoza bierze. Dobra nie ważne... jutro święta!
Ech... musze pokupować prezenty. I zobaczyć ten prezent od waliętego pracodawcy.
Kiedy minęłam się z nim w drzwiach nawet nie rzuciłam mu "do widzenia."
Poczułam nagle uścisk na swoim ramieniu, spojrzałam na zmartwionego pracodawce.
— Poprosiłem Jasona o to by jutro z toba posiedział, ja nie moge bo jadę... No wiesz wigilja i te sprawy... - zaczął niepewnie, a ja uśmiechnęłam się blado — Rozumiem - ten spojrzał na mnie z tym swoim smutnym, trochę dziadkowatym wzrokiem — Wybacz za to ze musisz tu jutro przychodzić - powiedział, a ja ruszyłam dalej.  Zaczęłam myśleć o tym że coraz mniej osób jest przy wigilijnym stole. "I choć przygasł świąteczny gwar, bo zabrakło znów czyjegoś głosu, przyjdź tu do Nas i z Nami trwaj - wbrew tak zwanej ironii losu". Ta, trochę trudno o tym myśleć - powiedziałam i po powrocie do domu odespaniu z dwóch godzin, zaczęły się moje poszukiwania prezętów. Po jakich czterech godzinach miałam dla wszystkich prezenty i poszłam im wszystkim coś dać. Parę prezentów miałam też dla osób z pracy. Ta, ale oczywiście prawie cały dzień mi zszedł na dyskutowaniu z czterema siostrami i bratem. Dużo dzieciaków przynajmniej jest.

Teraz byłam w sali już z przytomnym Mikiem. Dałam mu prezent, a ten prawie od razu go otworzył. Kiedy zobaczył co jest w środku przez chwile nic nie mówił, jego oczy się zaszkliły, a on sam po prostu rozpłakał się [Normalnie ja XD]. Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia.
Wyjął szybko opaskę pirata i założył ją sobie na oko. on jest prawdziwym debilem, czy to tylko takie wrażenie? A nieważne. Spojrzałam na godzinę, po czym stwierdziłam że jeszcze wpadne do pracy, zrobić coś z tymi wrednymi animatronami. No co? Dali mi klucze, bo jestem "zaufanym pracownikiem", fajnie nie? Wbiłam do lokalu i od razu wzięłam się do roboty. Zrobiłam z nich świąteczne animatrony!

[ jeśli ktoś sobie nie umie wyobrazić zobaczcie zdjęcie XD *KLIK*]

I od razu czuć tego ducha! I jest git. Świąteczna wersja koszmaru rozpoczęta. Ciekawe co zrobią?
Zabiją ~ Zamknij się mózgu - zaczęłam gadać do siebie w myślach, pewnie po to by się odstresować czy coś.

Obraz stopka

Obraz stopka
design by Rinne Lasair